############################################################################
  K O M U N I K A T Y    O T T A W S K I E    Ottawa,  5 marca 2004
############################################################################
         B i u l e t y n    b a r d z o    n i e r e g u l a r n y
==========================================================================
      REDAKCJA: Czeslaw Piasta                     KomOTT@sympatico.ca
      Archiwum Komunikatow:    http://www.compmore.net/~czeslaw/komott
      Strona Glowna:           http://www.compmore.net/~czeslaw

Redakcja nie odpowiada za tresc podawanych ogloszen.   Tresc i opinie
zamieszczone w listach czytelnikow niekonecznie sa zgodne z pogladami
redakcji. W sprawie listow prosze kontaktowac sie bezposrednio z autorami.
==========================================================================
UWAGA: W przypadku checi przedruku zamieszczonych materialow, prosze
   kontaktowac sie bezposrednio z autorami tekstow lub listow.
   Przesylanie dalej Komunikatow poczta elektroniczna dozwolone.
   Redakcja zezwala na przedruki wszystkich komentarzy i materialow
   redakcyjnych, podpisanych Czeslaw Piasta, CzP, lub bez podanego nazwiska,
   ale prosze podac Komunikaty Ottawskie jako zrodlo informacji.
   Redakcja szczegolnie goraco zacheca do rozpropagowywania imprez
   z Kalendarza Ottawskiego.
----------------------------------------------------------------------------

               UWAGA:  wszystkie ogloszenia sa bezplatne

   Prosze nie przesylac ogloszen jako zalacznikow, szczegolnie MS Word.
   Prosze zamieszczac ogloszenie w tresci listu. Jak to zrobic, jesli
   oryginalny tekst jest w MS Word?

   1. "select all"
   2. "copy"
   3. wejsc myszka w tresc (body) listu i zrobic "paste"

----------------------------------------------------------------------------

W dzisiejszym wydaniu:
   * Kalendarz Ottawski
   * Poczta redakcyjna
   * Rzeczpospolita:  Spor o pana pulkownika
   * Dobijanie posla Hatki
   * Nina Geysztor-Zawirska:  TAAAKI UBAW ZA DWA DOLARY!
   * "Symbol Psiej Wiernosci" - odsloniecie Pomnika Psa Dzoka
   * Tworcy najnowszej historii Polski - Stanislaw Kuniajew
                        Puszczalska Polska
   * Kwasniewski w Izraelu
   * Detektyw Rutkowski przedstawia nowe dowody obciazajace Jaskiernie


==========================================================================
==========================================================================
=======           K A L E N D A R Z       O T T A W S K I          =======
==========================================================================

Kalendarz Imprez Ottawskich:   http://www.kpk-ottawa.org/sip/kalendarz/
Zagladaj tam, zeby zobaczyc terminarz imprez lub zeby samemu dodac impreze
do kalendarza.

UWAGA: Wprowadz impreze do podanego wyzej Kalendarza, lub wyslij informacje
pod KomOTT@compmore.net gdy tylko znasz termin oraz informacje o imprezie.
Z reguly, informacje w Kalendarzu SIP pojawiaja sie tego samego dnia, ktorego
zamieszczono informacje. 


*** 6 III 2004 (sobota) - 18:00 "Zabawa Jozefowo-Pepikowa pod Sznycelm"
Aby uczcic wszystkich Jozefow (lub Pepikow jak to mowia czescy i slowaccy
bracia): zaprasza JIJ Beer Garden & Schnitzel House, 1208 Wellington Street
(pomiedzy Parkdale & Holland).
W cenie biletu: Dyskoteka z lat 70, 80 - 2004, 0.5l Piwa (najlepsze piwo
w Ottawie) lub kieliszek wina, Kolacja, Slodkosci, kawa lub herbata,
Mila atmosfera, Duzo bezplatny parking na zapleczu, $25 - in Canadian currency
Po bilety prosze dzwonic: (613)798-1110, lub przez http://www.jijschnitzel.com


*** 9 III 2004 (wtorek) - 19:30  "Panel dyskusyjny" Dom Polski SPK
SPK Kolo Nr 8 zaprasza Polonie na pogadanke i panel dyskusyjny pt.
    "Osrodek Polskich Dziewczat w Ain-Karem, Palestyna 1942-47"  
ktory odbedzie sie we wtorek, 9 marca 2004 r. o godzinie 19:30 w Domu 
Polskim SPK.  W imprezie wezma udzial Irena Bronglewicz, Aleksandra Gaynor,
Irena Winogron, Maryla Znamirowska oraz Jerzy Dobrowolski.  
Po programie Kolo Pan przy SPK zaprasza na kawe i ciastka.
Wiecej informacji: J.A. Dobrowolski 613 733-5161 
E-mail: dobrowolski@magma.ca     http://www.kpk-ottawa.org/spk 


*** 13 - 19 III 2004 - Rekolekcje Wielkopostne: Ojciec J. Szotkiewicz OMI  
Kosciol Sw. Jacka Odrowaza, 201 Lebreton Street North, Ottawa
Wiecej informacji: Sekretariat Telefon: 613 230-0804 
Faks: 613 230-0125 
E-mail: polchurch@sympatico.ca 
Witryna internetowa: http://www.cyberus.ca/~polishchurch/ 


*** 14 III 2004 (niedziela) godz. 15:00 - Walne Zebranie (sprawozdawcze) SPK  
Stowarzyszenie Polskich Kombatantow w Kanadzie, Kolo nr 8 w Ottawie 
przypomina swoim czlonkom, ze Walne Zebranie Czlonkow odbedzie sie
w niedziele 14 marca o godz. 15:00 w Domu Polskim SPK, 379 Waverley Street
Wiecej informacji: Piotr Nawrot Telefon: 613 820-7582 
E-mail: spk@kpk-ottawa.org 
Witryna internetowa: http://www.kpk-ottawa.org/spk 

 
*** 18 III 2004 (czwartek) - Film: "The Struggles for Poland - Czesc II"  
SPK Kolo Nr 8 zaprasza Polonie na wyswietlenie filmu pt. 
              "The Struggles for Poland - Czesc II".  
Film wyswietlony bedzie w czwartek, 18 marca 2004 r. o godzinie 19:30
w Domu Polskim SPK.
Wiecej informacji: J. Rudowicz Telefon: 613 728-1375 
Witryna internetowa: http://www.kpk-ottawa.org/spk 


*** 21 III 2004 (niedziela) 11:00 - "Polish Review" - program TV z Ottawy  
Marcowe wydanie polonijnego programu TV z Ottawy prowadzone przez zwyciezcow
Tytulu "Czlowiek Roku 2004" - Malgorzate Rachniowski & Roman Gorny 
Godzina: 11:00 do 11:30  kanal 22 Rogers Cable Ottawa  
Audycja bedzie powtorzona w sobote 27 marca o godz. 11:00 na kanale 22 
Wiecej informacji: Malgorzata Rachniowski Telefon: 613-825-2827 
E-mail: RGorney@rogers.com 

 
*** 27 III 2004 (sobota) 11:00 - "Polish Review" - program TV z Ottawy  
Powtorka marcowego wydania z niedzieli 21 marca, kanal 22.

***    http://www.TNPolonia.com - Transatlantyk Nadziei
       Artykuly na temat srodowiska Polonii Ottawskiej.

----------------------------------------------------------------------------
Darmowe polaczenia "long distance" w granicach Wielkiej Ottawy: 613 688 3733 
----------------------------------------------------------------------------
       Important public phone numbers;
- Life threatening emergency:      911
- Ottawa Police, other emergency:  (613)230-6211
- Ottawa Police, all enquiries:    (613)236-1222
----------------------------------------------------------------------------
 Szara Komorka 97.9 FM : pon-piatek 22:00 - 23:00, niedz. 20:00 do 21:00
----------------------------------------------------------------------------



============================================================================
                        Poczta redakcyjna
============================================================================

Panie Czeslawie!

Jestem tego samego zdanie co Pan o pulkowniku Kuklinskim. To dla mnie
bohater. Bylem swego czasu w Mississadze na spotkaniu z nim. Bardzo dobry
material Pan zamiescil w swoich Komunikatach o nim.

Czytalem tez wywiad z Panem w Dzienniku jakis czas temu. Byl bardzo ciekawy
i zobaczylem jak Pan wyglada.

Jeszcze raz gratulacje i pozdrawiam.

(Imie i nazwisko znane redakcji)

                   -------------

Wzruszyles mnie do lez pieknymi slowani o Panu Pulkowniku Kuklinskim.
Absolutnie podzielam Twoje zdanie. Chce wiedziec wiecej na temat jego
bohaterstwa.

Mam zamowione ksiazki Benjamina Weisera "Tajne zycie" jak rowniez "Samotna
misja" ( zapomnialam autora). Jak tylko je dostane i przeczytam to bedziesz
je mial do przeczytania w pierwszej kolejnosci.

Byl to Wielki Czlowiek, Bohater Narodowy i nie tylko.


Pozdrawiam

(Imie i nazwisko znane redakcji)

                   -------------

Czy Polacy zasluguja na wolnosc.

Jak zwykle polska inteligencja zawala na calej tzwn. dlugosci. Nawet w tak
czystej sprawie o panu Kuklinskim nie potrafia sie zjednoczyc i powiedziec
Narodowi, ze walka z komunizmem w kazdej postaci nie jest zadna zdrada.

Ta przestepcza organizacja komunistyczna o roznych nazwach wymordowala wielu
wspanialych Polakow. Swinia komunistyczna, ktora pokazala Narodowi
reprezetujac go (narod) na grobach pomordowanych, bedac ochlanym w czasie
uroczystosci, dzisiaj cieszy sie najwiekszym zaufaniem tego Narodu.

Jeszcze raz zapytam.

Czy Polacy zasluguja na wolnosc?

Oczywiscie mysle o prawdziwej wolnosci. Panie Czeslawie Piasta, wspaniala
wypowiedz, calkowicie sie zgadzam z tym co pan opisal. Pulkownik Ryszard
Kuklinski (1930-2004) Czlowiek wielce zasluzony dla sprawy polskiej

Ku Chwale Ojczyzny Panie Pulkowniku! Spoczywaj w pokoju!

Mister 

---------------

Od redakcji KO:

dziekuje bardzo za listy, ktore troche pocieszyly mnie, ze jednak sa osoby, 
ktore maja spojrzenie na te sprawe odmienne od stanowiska zajmowanego przez
organ prasowy rzadzacej partii SLD, przez krotki okres czasu znanej jako 
SDRP, a jeszcze dawniej przez wiele dluzszy okes czasu jako PZPR. Rowniez
spore zadowolenie sprawil mi artykul zamieszczony w Rzeczpospolitej
w wydaniu poniedzialkowym z 1 marca 2004 - dowodzi to faktu, ze i w Polsce
sa osoby, ktore wyraznie widza jak prawdziwi zdrajcy Polskiej Racji Stanu
nazywaja zdrajca Sw.P. plk. Kuklinskiego. Ten artykul zamieszczony jest
ponizej.

Inny artykul, zatytulowany "Dobijanie posla Hatki", odslania oblicze 
polskiej praworzadnosci, oraz rzuca swiatlo na postac Marszalka Sejmu
M. Borowskiego, ktory zbeszczescil pamiec plk. Kuklinskiego w Sejmie.


Czeslaw Piasta
 



==========================================================================
            Rzeczpospolita:  Spor o pana pulkownika
==========================================================================

Rzeczpospolita, Nr 51 - poniedzialek, 01.03.2004


PIOTR SEMKA

Wola rodziny Ryszarda Kuklinskiego stalo sie zachowanie calkowitej dyskrecji
co do miejsca i czasu jego pogrzebu. Wypada uszanowac ten przywilej
najblizszych pana pulkownika, szczegolnie jesli pamieta sie o tym, co jego
rodzina przezyla w ciagu ostatnich 20 lat. Polscy przyjaciele Kuklinskiego
nie traca nadziei, ze zdolaja sklonic rodzine zmarlego do zgody na zlozenie
jego prochow na Powazkach.

Niezaleznie jednak od obu tych okolicznosci pora juz na podsumowanie polemik
na temat postaci Kuklinskiego, jakie pojawily sie po smierci czlowieka, ktory
stal sie symbolem wojny wolnego swiata z komunizmem.

Natychmiast po pojawieniu sie informacji o smierci pulkownika Kuklinskiego
srodowisko postkomunistyczne w Polsce zaczelo opluwac pamiec o czlowieku,
ktory pomogl pokonac sowieckie imperium. Spor o pulkownika przypomnial
o realnosci linii podzialu miedzy tymi, ktorzy sluzyli ZSRR, a tymi, ktorzy
mieli odwage wystapic przeciw totalitaryzmowi.

Juz nastepnego dnia po smierci Ryszarda Kuklinskiego "Trybuna" skomentowala
smierc pulkownika tytulem "Smierc bez honorow". Naczelny gazety Marek
Baranski zdefiniowal pojecia zdrady i honoru i podsumowal: on umarl, wybor
pozostal. "Trybuna" przypomniala twierdzenia generala Jaruzelskiego, ze
Kuklinski zostal zwerbowany za pomoca pieniedzy lub szantazu. Nie przeszkadza
to jej jednoczesnie stawiac tezy, ze Kuklinski jako podwojny agent sluzyl tez
sowieckiemu GRU.

Gazeta cytowala weterana Ukladu Warszawskiego. General w stanie spoczynku
Waclaw Szklarski: "z duma patrze na oficerow i generalow sil zbrojnych PRL
(...) zaden z nich nie zdradzil - jak Ryszard Kuklinski - munduru ani
przysiegi skladanej ojczyznie. Takiej, jaka ona wowczas byla. To oni, a nie
Ryszard Kuklinski byli pierwszymi oficerami NATO". W piatek 13 lutego
Krzysztof Teodor Toeplitz przypomnial, ze zaden narod nie uczynil dotychczas
zadnego szpiega swoim bohaterem narodowym.

Tego samego dnia "Trybuna" zacytowala wypowiedz Jaruzelskiego podczas
spotkania w Krakowie, w ktorej skrytykowal "wprowadzenie Kuklinskiego na tron
honorowego obywatela miasta Krakowa". We wtorek 17 lutego "Trybuna"
protestowala przeciw wyslaniu na pogrzeb Kuklinskiego Kompanii Honorowej WP
i krzyczala tytulem "Ciszej nad ta trumna!".

To nie jest wybor z peerelowskiej prasy stanu wojennego. Tak wyglada wybor
tekstow z nieoficjalnego organu rzadzacej w Polsce partii, wiele lat po
rehabilitacji Kuklinskiego i przywroceniu mu stopnia w polskim wojsku.


        A jak zareagowaly inne media?

Z pozytywnym wyjatkiem "Rzeczpospolitej", "Zycia" i "Faktu" duza czesc mediow
powtarzala pseudoobiektywne pytanie: Kuklinski - zdrajca czy bohater?

W "Zyciu Warszawy" 12 lutego Pawel Spiewak obwiescil, ze "pytanie o zdrade 
i patriotyzm (Kuklinskiego) pozostaje otwarte". Powolujac sie na nauki swietego
Tomasza, wskazuje, ze bunt wobec tyranii moze byc zasadny, jezeli podejmowany
jest nie na podstawie osobistego przeswiadczenia, ale publicznego autorytetu.
Tezy Spiewaka zdumiewaja. Do kogo o pozwolenie na wystapienie przeciw
okupantowi Polski mial sie zwracac w 1973 roku Kuklinski, gdy zdecydowal sie
na przekazywanie Amerykanom planow inwazji sowieckiej armady na Zachod? Jaki
autorytet mial mu dac na to zgode?

Spiewak przypomina, ze Jerzy Giedroyc nigdy nie wspolpracowal z amerykanskim
wywiadem. Czy Pawel Spiewak nie wie, czy nie chce wiedziec, czym roznila sie
sytuacja Kuklinskiego od sytuacji Giedroycia? Redaktora "Kultury", ktorego
los rzucil do wolnego swiata, mogacego organizowac pismo na wybranych przez
siebie zasadach, i samotnego oficera, ktory w pewnym momencie zdecydowal sie
na zerwanie ze sluzba sowieckiej machinie militarnej.


            Za co wykleto pulkownika?

Jesli Kuklinski stal sie bliski tak wielu Polakom, to jest to wynik poczucia
wstydu, ze odrodzona po 1990 roku III Rzeczpospolita potraktowala go
niezasluzenie zle. Uporczywa odmowa rehabilitacji ze strony prezydenta Lecha
Walesy zaszokowala wtedy wszystkich, ktorzy wierzyli w zerwanie z PRL. Warto
przypomniec, ze jeszcze w 1993 roku rzad Hanny Suchockiej nie wyrazil zgody
na wizyte Kuklinskiego w Polsce, a w 1995 roku prokurator wojskowy Slawomir
Gorzkiewicz podtrzymal nakaz jego aresztowania w razie jego przyjazdu do
Polski.

Spor o Kuklinskiego w pierwszej polowie lat dziewiecdziesiatych byl jak
najbardziej logiczny i odnosil sie do pytania o Polska Rzeczpospolita Ludowa.
Ci, dla ktorych byla ona forma sowieckiej okupacji, uwazali zlamanie
przysiegi i wspolprace z USA za naturalny wybor kazdego polskiego patrioty.
Z kolei ci, ktorzy nie chcieli rozliczyc sie ze swoja sluzba w wojsku czy
milicji PRL, powtarzali teze o zdradzie Kuklinskiego. Bylo to zrozumiale
psychologicznie maskowanie swojego udzialu w budowaniu aparatu komunistycznej
represji. Na dodatek pulkownik skazany byl na bycie alternatywa dla
Jaruzelskiego. Nieprzypadkowo wiec postkomunisci poswiecili wiele wysilku
opluwaniu Kuklinskiego. Bardzo im w tej kampanii pomoglo w pierwszej polowie
lat dziewiecdziesiatych spostponowanie Kuklinskiego przez prezydenta Lecha
Walese. Czy niechec Walesy do odwaznego pulkownika mogla wtedy zaskakiwac?
Byla to jedynie naturalna konsekwencja politycznego flirtu, jaki Walesa
rozpoczal wowczas z takimi weteranami wojska i tajnych sluzb PRL, jak admiral
Kolodziejczyk, pulkownik Jasik czy Gromoslaw Czempinski. Nie przypadkiem
stare kadry z PRL oferuja swoja lojalnosc wobec Belwederu wtedy, kiedy Walesa
odsiewa ze swego otoczenia ludzi sumienia o solidarnosciowym rodowodzie.
Niepodzielne wplywy zdobywa wowczas Mieczyslaw Wachowski, ktory swietnie
czuje sie w towarzystwie peerelowskich generalow. Dla ludzi pokroju admirala
Kolodziejczyka czy generala Tadeusza Wileckiego pulkownik byl wyrzutem
sumienia. Lech Walesa nie ma ochoty na przeproszenie rodziny Kuklinskiego za
wypowiedzi sprzed lat. Nawet teraz po smierci pulkownika - byly prezydent
powtarza "ciszej nad ta trumna".

Na poczatku lat dziewiecdziesiatych spor o Kuklinskiego byl naturalny. Musial
dzielic tych, ktorzy w imie ideologii okraglostolowej zrownywali ludzi
dawnego systemu z tymi, ktorzy rzucili mu wyzwanie. Dlatego Gustaw
Herling-Grudzinski wypowiedzial sie publicznie w sprawie rehabilitacji
Kuklinskiego, a Jerzy Giedroyc nazwal wizyte pulkownika w kraju "cyrkiem".
Dlatego Adam Michnik lekcewazaco okreslal Kuklinskiego jako zwyklego,
banalnego agenta, a jednoczesnie Zbigniew Herbert chylil przed nim czolo.

Problem w tym, ze Kuklinski nie pasuje do scenariusza wspolnej wizji historii
opisanej przez Cimoszewicza i Michnika. Jego postac przypomina, ze w wojnie z
komunizmem trzeba bylo ryzykowac zycie i w razie najmniejszej nieuwagi zostac
zamordowanym. Tak jak w niewyjasnionych okolicznosciach zgineli obaj synowie
pulkownika. Wrogosc Walesy wobec Kuklinskiego budzi zadume na tle postawy
Leszka Millera, ktory w 1997 roku doprowadzil do uniewaznienia wyroku na
pulkownika i spotkal sie z nim w USA. Mozna spekulowac, w jakim stopniu gest
Millera byl wynikiem jego osobistych przemyslen, a w jakim demonstracja
lojalnosci wobec Amerykanow. Faktem pozostaje, ze po smierci pulkownika
premier Miller zlozyl jego rodzinie na lamach prasy kondolencje. Ale tez
prawda jest, ze gdyby lider SLD chcial, to poskromilby jednym telefonem
kampanie nienawisci, jaka przetoczyla sie na lamach "Trybuny".


        O niczym nie zapomnieli, niczego nie wybaczyli

Niedawno w Polsce spore zainteresowanie zdobyl film "Good bye, Lenin".
Zobaczyc tam mozna bylo poddanych dekomunizacji bylych "wlascicieli NRD".
Bylego szefa uczelnianej komorki partii, ktory wpadl w alkoholizm, i bylego
bohatera NRD - kosmonaute, ktory spadl do roli skromnego taksowkarza.
Postacie tak zdeklasowane, ze az budzace wspolczucie. W Polsce tego typu
persony maja sie swietnie i swoja solidarnosc grupowa umacniaja kreowaniem
Kuklinskiego na wroga.

Oficerowie LWP, ktorzy w trakcie studiow na sowieckich akademiach skladali na
siebie donosy i znosili wszelkie mozliwe rytualy podlizywania sie Rosjanom,
peroruja dzis na temat zdrady munduru i honoru. Ludzie, ktorzy najezdzali
Czechoslowacje i przeprowadzali marcowe czystki w wojsku, maja czelnosc
sadzic morale Kuklinskiego.

Ta zelazna gwardia stanu wojennego ma wlasna hierarchie i swoje rytualy.
Naleza do nich uroczyste obchody ku czci Berlinga, uroczyste obchody urodzin
Jaruzelskiego i kontrpikiety przed jego willa w grudniowa noc. Gdy trzeba,
potrafia namowic biskupa Glodzia do wizyty pod Lenino albo peroruja o
stoczniowcach - bandytach z grudnia 1970 roku. Swoista kasta odwetowcow
pielegnujacych klamliwa legende PRL. To o nich pamietal prezes Kwiatkowski,
gdy puszczal w kolko "Czterech pancernych" i przygody Klossa. To oni
stworzyli atmosfere, w ktorej utracono przemianowanie warszawskiego placu
Konstytucji na plac Ronalda Reagana.

To oni wreszcie beda walczyc z pamiecia o pulkowniku Kuklinskim, poki starczy
im tchu.

Ten typ rewizjonizmu nie budzi jakos obaw nikogo w Europie. Nikt wsrod
naszych elit intelektualnych nie zauwaza ich wysilku w zaklamywaniu prawdy o
zbrodniczym systemie.


               Poklon spod Tatr

Pulkownik Kuklinski mowil, ze nie bral za swoje informacje pieniedzy. Jego
oszczercy odrzucaja to twierdzenie, ale nie przedstawiaja zadnych dowodow.
Kuklinski dal sie poznac jako czlowiek niezwykle skromny. Jego patriotyczne
deklaracje w czasie wizyty w Polsce w 1997 roku sprawialy wrazenie niezwykle
autentycznych, on sam bardziej intelektualisty niz pospolitego oficera
peerelowskiego chowu. Wydawalo sie, ze ukazanie sie ksiazki o Kuklinskim
"Secret life" powinno rozwiac watpliwosci. Benjamin Walser, autor ksiazki, to
dziennikarz "New York Timesa", dziennika, ktorego nikt nigdy nie oskarzal o
brak dziennikarskiej dociekliwosci czy bycie marionetka CIA. Walser po
zbadaniu bogatej dokumentacji na temat Kuklinskiego stawia jednoznaczna teze.
To nie Kuklinski byl zwerbowanym agentem Stanow Zjednoczonych. To on na swoj
sposob zmobilizowal Amerykanow do dzialan przeciw komunistycznej wladzy w
Polsce. Kuklinski tlumaczyl Amerykanom psychologie myslenia Sowietow i
ostrzegal przed niedostrzegana czesto realnoscia sowieckich przygotowan do
podboju Zachodu. Pulkownik rozumial, ze ustepliwosc Zachodu zacheci ZSRR do
agresji, i wiedzial, iz w razie takiego ataku obiektem nuklearnego
kontruderzenia Amerykanow bedzie Polska.

Myslenie Kuklinskiego okazalo sie trafne. Im lepiej Zachod byl poinformowany
o taktyce Kremla i nieustepliwy, tym bardziej Rosjanie tracili ochote na
atak. W grudniu 1980 roku wiedza Amerykanow o szczegolach planowanej
interwencji w Polsce powstrzymala Moskwe przed wkroczeniem do naszego kraju.
Plany zamachu 13 grudnia 1981 roku Kuklinski przekazal Amerykanom. Czy mogl
przekazac je "Solidarnosci"? Jak moglby przekonac zwiazek o swojej
wiarygodnosci?

Kampania nienawisci przeciw pulkownikowi Kuklinskiemu to kolejny epizod z
szerszej walki o pamiec, ktora postkomunisci prowadza bez pardonu. Warto
porownac obecne ataki na Kuklinskiego z reakcja mediow na niedawna smierc
Aleksandra Malachowskiego. Czlowiek ten w ostatniej fazie zycia wypowiadal
sady, ktore uwazalem i uwazam za haniebne. Mimo to jego adwersarze polityczni
uszanowali majestat smierci i powstrzymali sie od krytyki. Lewica, z
zaslugujacym na szacunek wyjatkiem Leszka Millera, nie widzi zadnych powodow,
by podobna powsciagliwosc przejawiac po smierci pulkownika Kuklinskiego.
Minuta ciszy ku czci pulkownika w Sejmie nie mogla obyc sie bez protestow
marszalka Borowskiego. Prezydent Aleksander Kwasniewski nie zdecydowal sie
chocby na zlozenie kondolencji rodzinie zmarlego. Milczy demonstracyjnie
minister Szmajdzinski.

Honor Polski ratuja gorale, w imieniu ktorych prezydent Zakopanego prosi
wdowe po bohaterze o honor zgody na zbudowanie na Powazkach grobowca
pulkownika z tatrzanskiego granitu.


PIOTR SEMKA

( Autor jest niezaleznym publicysta )



==========================================================================
                   Dobijanie posla Hatki
==========================================================================

W wydaniu Komunikatow z 20 lutego 2004:

               Skandal z minuta ciszy w Sejmie
 
Mariusz Kaminski (PiS) poprosil poslow o uczczenie minuta ciszy
zmarlego niedawno plk. Ryszarda Kuklinskiego. Poslowie wstali w ciszy.
Po ogloszeniu minuty ciszy sale zaczeli opuszczac niektorzy poslowie z SLD,
a marszalek Borowski, przerywajac cisze, zaczal upominac pouczac Kaminskiego,
ze postapil niezgodnie z przyjetym w Sejmie obyczajem (najpierw powinien byc
zaakaceptowany wniosek o minute ciszy, zlozony do Prezydium i Konwentu
Sejmu). Ocenial tez postawe pulkownika i poddawal w watpliwosc
szlachetny patriotyzm jako powod jego czynow. Kaminski apelowal do
Borowskiego, zeby nie zaklocal minuty ciszy, ale marszalek zanim
wstal, dalej snul wypowiedz o "losie pulkownika Kuklinskiego i o
pytaniach moralnych, z jakimi nas zostawil". 

Zachowanie Borowskiego oburzylo poslow. Jaroslaw Kaczynski powiedzial:
  "Tutaj rozne rzeczy sie dzialy, ale jeszcze nigdy nie bylo tak,
   zeby osoba zmarla byla obrazana przez marszalka Sejmu w trakcie
   minuty ciszy. To bylo zachowanie po prostu haniebne".

Oburzenie wyrazil tez Andrzej Lepper: "Panie marszalku, wstyd i hanba.
Nalezy sie szacunek czlowiekowi, obojetnie jaki byl. Minuta ciszy
nalezalo uczcic bez komentarza".

--------------

Dla niewtajemnniczonych dodam krotka notke historyczna Jakuba Bermana.

W 1928 roku wstapil do KPP. Od listopada 1941 do maja 1943 roku byl 
kierownikiem grupy polskiej w szkole partyjnej Kominternu. Razem 
z Radkiewiczem wszedl do kierownictwa Centralnego Biura Komunistów Polski.
Mianowany osobiscie przez Stalina "Namiestnikiem w Polsce", jako czlonek
najscislejszego kierownictwa partii i panstwa ksztaltowal polityke 
w dziedzinie ideologii, kultury i spraw zagranicznych. W latach 1949-54
byl czlonkiem Komisji Biura Politycznego KC PZPR d/s Bezpieczenstwa 
Publicznego, wspólodpowiedzialny za dzialalnosc Ministerstwa Bezpieczenstwa
Publicznego. Za jego kadencji odbywala sie najwieksza rzez "wrogow ustroju".


--------------

Wypowiedz posla Witolda Hatki zaczerpnieta z jego oficjalnej strony sejmowej
http://www.sejm.gov.pl/poslowie/posel4/117.htm
w sekcji "Wypowiedzi", pos.68, dzien 2,  18-02-2004  nr punktu 10



Posel Witold Hatka:

Dziekuje.

Panie Marszalku! Wysoki Sejmie! Co do wnikliwosci pytan stawianych na forum
komisji. Panie posle Podraza - primum non nocere. Przypominam panu slowa z
przysiegi Hipokratesa, ktora, jak mysle, skladal pan w 1978 r., uzyskujac
dyplom lekarza. Primum non nocere, czyli nie szkodzic. Nie szkodzic ku
pozytkowi, broniac od uszczerbku i krzywdy. Odstapil pan od Hipokratesa,
ktory nakazywal wyciagac wnioski po doglebnej obserwacji. Wolal pan wybrac
posluszenstwo wobec partyjnych mocodawcow. Primum non nocere, panie posle.

Panie Marszalku! Wysoka Izbo! Historia kolem sie toczy. Uchylenie immunitetu
poselskiego mojej osobie jest prowokacja, politycznym skandalem, rezyserowana
wedlug bolszewickiego scenariusza: dajcie czlowieka, a ja znajde paragraf.
Proba pozbawienia immunitetu jest drugim takim przypadkiem w mojej rodzinie.
Pierwszy mial miejsce w 1947 r., kiedy to Jakub Berman, zamocowany przez
Stalina wszechwladca Polski, przygotowal proces polityczny w celu wydania
wyroku smierci na mojego wuja, premiera polskiego rzadu Stanislawa
Mikolajczyka. Przy okazji planowal Berman rowniez morderstwo polityczne na
innych poslach: Stefanie Korbonskim, Wincentym Brei, a takze na wiezionym na
Kremlu Stanislawie Baginskim. Lajdak Jakub Berman osobiscie napisal
wystapienie sejmowe krwawemu katowi Polakow Romanowi Zambrowskiemu, ktory z
trybuny oskarzyl premiera Stanislawa Mikolajczyka slowami, ze: "dla swoich
egoistycznych ambicji stworzyl bratobojcze podziemie, finansowal je z obcych
zrodel, a uciulane na patriotyzmie kapitaly ulokowal w dokach angielskich,
aby sluzyc zagranicznej finansjerze". Dalej wierny Bermanowi Zambrowski w
iscie wizjonerskim natchnieniu udowadnial, ze: "Polska Partia Robotnicza
dawno przejrzala to zaklamane oblicze Mikolajczyka i jego najblizszych
wspolpracownikow i dlatego z taka pasja i ofiarnoscia zwalczylismy jego
klamliwa demagogie...".

Przywolalem postac meza stanu Stanislawa Mikolajczyka, poniewaz nie mam
najmniejszego powodu, aby ukrywac fakt, ze moj rod wydal tak znakomitego meza
stanu, ktorego rowniez pozbawiono immunitetu, aby osadzic i zamordowac. Moj
wuj stal sie dla mnie wzorem, ktory ciagle zobowiazywal, i chluba, ktora
drogo kosztowala. Tabuny ubekow, esbekow upokarzaly, szykanowaly, znecaly sie
nad nasza rodzina, a mnie i najblizszym nie oszczedzono wiezienia i
emigracyjnych cierpien. Z duma jednak przywolalem imie mojego wuja.

Panie Marszalku Marku Borowski, Bratanku Jakuba Bermana! Co moze pan
powiedziec, przywolujac imie swego stryja Jakuba Bermana? Ja kontynuuje prace
moich przodkow, a pan? Ja, posel na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, walczylem
o wolna Polske, a pan bezprawnie wyciaga reke po moj immunitet. Jako weteran
walk z pierwszego szeregu demokratycznej opozycji, wystepujacej przeciwko
komunistycznemu zniewoleniu, przeciwko wladzy lobuzow z Polskiej Zjednoczonej
Partii Robotniczej, jako sygnatariusz porozumien spolecznych mam prawo
grzmiec z trybuny sejmowej: Niech stanie sie sprawiedliwosci zadosc! Glebiej
siegajmy do prawdy. Jakub Berman i panski ojciec Aron Berman vel Wiktor
Borowski, wyszkoleni w strukturach Kominternu w Moskwie, oddali sie
bezgranicznie najwiekszemu bandycie czasow Jozefowi Stalinowi. A komu pan sie
oddal, marszalku Sejmu Marku Borowski?

Panie i Panowie Poslowie! Zgodnie z opinia prawna sporzadzona przez sejmowe
Biuro Studiow i Ekspertyz Komisja Regulaminowa i Spraw Poselskich,
rozpatrujac wniosek o uchylenie immunitetu, powinna rozstrzygnac, czy wniosek
ten - cytuje: "nie jest powodowany przesladowaniem lub szykanowaniem posla
przede wszystkich przez szeroko rozumiane organy wladzy wykonawczej".
Przedstawilem w Komisji Regulaminowej i Spraw Poselskich obszerny material,
wzbogacony o liczne dokumenty zrodlowe, z ktorego niezbicie wynikalo, ze jest
to perfidny atak polityczny ze strony czlonkow rzadu i Narodowego Banku
Polskiego, przy czynnym wspoludziale prokuratury, sluzb specjalnych i mediow.
Nie ma, nie bylo i nie bedzie realnych podstaw do postawienia mi
jakiegokolwiek zarzutu z tytulu mojej dzialalnosci w Wielkopolskim Banku
Rolniczym S.A, w ktorym bylem pomyslodawca i zalozylem ten bank. To, ze
dzisiaj stoje tu, na tej trybunie, broniac swojego dobrego imienia, jest
wynikiem polaczenia przesladowczych dzialan roznych instytucji, ktore, dazac
do zniszczenia mojej osoby, chca ukryc, zatrzec slady swoich bezecnych
czynow.

Po pierwsze, Narodowy Bank Polski chce w ten sposob zatrzec slady lamania
prawa podczas ustanawiania zarzadu komisarycznego w Wielkopolskim Banku
Rolniczym i jego niszczycielskiej dzialalnosci w banku, a takze fakt
kradziezy wlasnosci tysiecy akcjonariuszy i oddania jej obcemu kapitalowi.
Okradzeni akcjonariusze nie godza sie na bezprawie. Jednocza sie i stanowia
spoleczna grupe nacisku na Narodowy Bank Polski. Zgodnie z dana obietnica
wyborcza wspieram i bede wspieral ich dzialania, niezaleznie od tego, czy
podoba sie to Narodowemu Bankowi Polskiemu, czy tez nie.

Po drugie, wniosek o uchylenie immunitetu jest prowokacja ze strony UOP,
ktory wkroczyl do Wielkopolskiego Banku Rolniczego razem z zarzadem
komisarycznym. UOP naduzyl swoich uprawnien, zajmujac sie prywatnym podmiotem
gospodarczym, ktory w zaden sposob nie zagrazal interesom panstwa. Stosujac
metody terroru, wymuszen, zastraszania, rozbijal akcjonariat banku i
doprowadzil do utraty klientow. Dlaczego zwierzchnicy UOP marnowali czas
swoich podwladnych dla tak niewielkiego przedsiewziecia, zamiast skierowac
ich do walki z przestepstwami przynoszacymi wielomiliardowe straty dla skarbu
panstwa? Wytlumaczenie jest jedno: sluzby specjalne, zamiast ochraniac
panstwo, staja sie sitwa uczestniczaca w przestepstwie.

Po trzecie, akt ten jest potwierdzeniem usluznego wykonania przez prokurature
politycznego zamowienia premiera Leszka Millera, ktory w swoim wystapieniu tu
na tej sali w dniu 10 lipca 2003 r. dopuscil sie grozby karalnej pod moim
adresem. To w jego interesie lezalo spreparowanie namiastki wiarygodnosci
popierajacej zalozenie, ze mial on podstawy do tak haniebnego naduzycia.
Cytuje pana premiera: "Tylko ze ja wlasnie nie mam sklonnosci do
generalizowania i jesli na przyklad prokuratura podejrzewa jednego z poslow
Ligi Polskich Rodzin o narazenie ze strony Wielkopolskiego Banku Rolniczego w
kwocie 2 mln 600 zl, to ja nie mowie, ze Liga Polskich Rodzin jest partia
zlodziei, bo uwazam, ze odpowiednie organy panstwa tym sie zajma i
wyjasnia..."

Uleglosc, wrecz poddanczosc ministra sprawiedliwosci wobec premiera Millera i
bezwzgledne wykonywanie jego polecen staje sie odrazajaca metoda walki
politycznej w panstwie. Nie ma nic gorszego i bardziej podlego, jesli w
panstwie wymiar sprawiedliwosci uzywany jest do walki politycznej. Podwaza to
w opinii publicznej zasady sprawiedliwosci oraz i tak juz watly autorytet
wymiaru sprawiedliwosci. W tym kontekscie budzi gwaltowny sprzeciw laczenie
Ministerstwa Sprawiedliwosci, stanowiska prokuratora generalnego i
prokuratora krajowego z premierem rzadu i jego ugrupowaniem politycznym.

Po czwarte, w politycznej walce o spoleczne poparcie dla pograzonego w
monstrualnych aferach, chylacego sie ku upadkowi Sojuszu Lewicy
Demokratycznej, jego czlonkowie, czynnie wspierani przez dyspozycyjnych
pismakow, obrzucaja blotem pomowien ludzi uczciwych, przez co wydaje im sie,
ze staja sie lepsi. Niemoralne, bezpodstawne oskarzenia zostaly wykorzystane
do przykrycia podlosci i miernoty ugrupowania sprawujacego wladze.

Po piate, wniosek o uchylenie immunitetu posla opozycji jest narzedziem w
walce z niewygodnym ugrupowaniem politycznym, ktorego jednym z celow jest
wyrzucenie z polskiego zycia politycznego i panstwowego postkomunistycznych
sitw rodzinno-kolezenskich. Dlatego Liga Polskich Rodzin, jej przedstawiciele
sa atakowani przez Sojusz Lewicy Demokratycznej i Platforme Obywatelska. Nie
pierwszy to przypadek w polskiej historii takiej walki z opozycja.

Po szoste, przeciw poslowi na Sejm wykorzystuje sie funkcjonariuszy sluzb
specjalnych. W demokratycznym panstwie inwigilacja posla na Sejm jest
karygodna, a przeciez dochodzilo do niej podczas 7 wlaman do mojego biura
poselskiego. Zawsze mialo to zwiazek ze wznowieniem lub naglosnieniem dzialan
dotyczacych Wielkopolskiego Banku Rolniczego. Lupem napastnikow padaly
dokumenty i jednostki centralne komputerow, a biuro bylo dokladnie
przeszukiwane. Jak mam to nazywac, jesli nie politycznym przesladowaniem?
Czlonkowie Komisji Regulaminowej i Spraw Poselskich, reprezentujacy Sojusz
Lewicy Demokratycznej oraz reprezentujacy Platforme Obywatelska, stali sie
jednym z trybow w machinie przesladowania politycznego mojej osoby i poparli
wniosek zlozony przez prokurature. Pierwsi dorabiali teorie do praktyki
zastosowanej przez ich premiera Leszka Millera, drudzy bronili swojego idola
Leszka Balcerowicza.

Takie dzialania papiez Jan Pawel II wyraznie napietnowal slowami:
"Podyktowane oportunizmem oburzenia, przewrotne budzenie podejrzen, zreczne
manipulowanie informacja, systematyczne dyskredytowanie przeciwnika, jego
osoby, jego zamiarow i jego czynow, szantaz i zastraszenie - oto wzgarda
prawda, zmierzanie do wzbudzenia klimatu niepewnosci, w ktorym osoby, grupy,
rzady, a nawet instancje miedzynarodowe chce sie zmusic do przyjecia uleglej
postawy winowajcy, do pojscia w polowiczny kompromis, do reagowania w sposob
nieprzemyslany". Tyle Jan Pawel II.

Szanowni Panstwo! Wielkopolski Bank Rolniczy powstal jako inicjatywa
calkowicie spoleczna, na zasadach pomocniczosci, umacniania uprawnien
obywateli. Tak my akcjonariusze, zalozyciele pojmowalismy swoja role w nowej
wolnej Polsce. Siegnelismy do wspanialych przykladow pracy organicznej w
naszej historii. Za patrona naszych dzialan obralismy ks. Piotra Wawrzyniaka
i Franciszka Stefczyka, tworcow podwalin polskiej bankowosci.

Wielkopolski Bank Rolniczy powstal w wyniku mozolnego wysilku fizycznego i
ekonomicznego oraz wielu wyrzeczen okolo 3 tys. akcjonariuszy i zalozycieli.
Jako jedyny bank w Polsce nie przejal on majatku banku panstwowego, nie
uwlaszczyl sie na mieniu komunalnym, ani nie przyjal kapitalu niewiadomego
pochodzenia. Dzialaniami jego zalozycieli kierowala nadzieja budowania wolnej
Polski, rozwijania i umacniania jej gospodarki.

Od wsi do wsi, od miasteczka do miasteczka, od remizy strazackiej do plebanii
kosciola noszona byla mysl, ze poprawianie naszego polozenia bedzie mozliwe,
gdy porzucimy mamienie i ulude i pojmiemy, ze w epoce kapitalow, w ktorej
przychodzi nam zyc, trzeba umiec gospodarowac malymi kapitalami po to, aby
przywrocic sobie mozliwosc bytu, mienie, stanowisko i znaczenie. Rzetelni i
solidarni w dzialaniu, nawet z miedziakami, ktore zbeda na nieodzownych
wydatkach zycia gospodarstwa, jestesmy w stanie zgromadzic nieprzepadly
kapital, z ktorego w naszej ekonomii gospodarczej czerpalismy zasoby do
nadania znaczenia i wartosci pracy.

Wielkopolski Bank Rolniczy Spolka Akcyjna byl bezprecedensowa struktura
gospodarcza, niemajaca sobie podobnej nie tylko w Polsce, ale i w calej
Europie, powolana do zycia aktem notarialnym 12 wrzesnia 1992 r. Bylo to
dzielo wyrosle z serc, mysli i pragnien, ale rowniez lez, krzywd i
niesprawiedliwosci.

Dokola szalala zlodziejska prywatyzacja, a w gospodarce za rzadow
Mazowieckiego i Bieleckiego zerowala plaga monstrulanych afer finansowych i
gospodarczych, na czele z afera alkoholowa, rublowa, FOZZ-u, Art-B, ktore
rozwijaly sie w warunkach calkowitej bezkarnosci sprawcow narazajacych skarb
panstwa na straty dziesiatkow miliardow dolarow. Wedlug raportu ministra
finansow z 9 pazdziernika 1991 r. az 14 bln zl roztrwoniono w Ministerstwie
Przeksztalcen Wlasnosciowych za rzadow Janusza Lewandowskiego, obecnie lidera
Platformy Obywatelskiej.

Takie to byly czasy, ze rzadzace inteligenciki obsiadujacy urzedy, kradli
wszystko co polskie. A chlop budowal polski bank.

Panie Marszalku! Wysoki Sejmie! Niestety, nie bylo dla niego miejsca w
Polsce. Byl sola w oku, byl niebezpiecznym zaczynem dla decydentow,
uzurpatorow dzielacych pomiedzy siebie narodowy majatek po uczcie przy
"okraglym stole".

Najpierw byl ciagnacy sie w nieskonczonosc proces przyznawania licencji przez
Narodowy Bank Polski. Trzeba bylo szukac poparcia u poslow na owczesny Sejm,
tu na tej sali, dla inicjatywy powolania banku. Takich sprawiedliwych bylo
wtedy co najmniej siedemdziesieciu.

Narodowy Bank Polski nie zrezygnowal z dyskryminacji. Licencja byla tak
okrojona, ze nie mozna bylo mowic w ogole o dzialalnosci bankowej. Jakiz
bank, ktory poniosl naklady na wyposazenie zgodne ze standardami,
zatrudnienie zalogi, zabezpieczenie obrotu itd. mogl to wytrzymac?
Wielkopolski Bank Rolniczy wytrzymal i rozwijal sie dynamicznie.

Narodowemu Bankowi Polskiemu od samego poczatku nie podobal sie zapis w
statucie obligujacy walne zgromadzenie akcjonariuszy do podejmowania
istotnych dla banku decyzji wiekszoscia 98%. Ten sam zapis statutu, ktory
prokurator przedstawia jako nagannosc. Ten sam zapis statutu. Mozliwosc
takiego zapisu dawalo i daje obowiazujace prawo. Taka byla wola zalozycieli,
ale urzednik, prezes Narodowego Banku Polskiego kwestionowal go, narzucal
swoja wole, wymuszal zmiane statutu. Jakie mial prawo? Ten punkt broniacy
swietego prawa wlasnosci zostal zamieszczony w statucie na zadanie tysiecy
znajacych twarde realia zycia jego zalozycieli. Wielkopolski Bank Rolniczy SA
powstal jako bank polski i takim mial pozostac, a gwarantem tego byli polscy
rolnicy, jego zalozyciele. Komus jednak nie podobalo sie, ze rolnicy maja byc
uprzywilejowani w stosunku do kapitalu.

Narodowy Bank Polski wielokrotnie uderzal w Wielkopolski Bank Rolniczy
wykorzystujac i naduzywajac swoich uprawnien nadzorczych. Do takich
spektakularnych dzialan godzacych w jego istote nalezalo bezpodstawne
wykluczenie w WBR z systemu rozliczen miedzybankowych w czasie, kiedy
dochodzilo do statutowej wymiany wladz. Tylko dzieki niesamowitej
determinacji pracownikow nie doszlo do tragedii, nie tylko akcjonariuszy, ale
przede wszystkim tysiecy depozytariuszy, ktorzy zaufali Wielkopolskiemu
Bankowi Rolniczemu. To dowod na to, iz Narodowy Bank Polski nie dba w sposob
rzeczywisty o dobro depozytariuszy, a jedynie wykorzystuje zapisy ustawowe
uprawniajace do nadzoru i ingerencji w wewnetrzne sprawy banku do celow
niszczenia niewygodnych bankow.

Prezes Narodowego Banku Polskiego Hanna Gronkiewicz-Waltz, nadinterpretujac
przepisy dotyczace nadzoru bankowego, posunela sie nawet do ingerencji w
dzialanie sadu. Domagala sie opoznienia wpisu w rejestrze handlowym
dotyczacego zmiany osob uprawnionych do reprezentowania praw i obowiazkow
majatkowych banku. Udzielila ewidentnej pomocy grupie osob dazacych do
zniszczenia WBR, wydajac zezwolenie na objecie przez Bank Pocztowy 20% akcji
zalozycielskich. To nie mialo zadnego zwiazku z podwyzszeniem kapitalu WBR,
na co nalegal Narodowy Bank Polski, to bylo dazenie do rozbicia monolitu,
jaki w ogromnej swej wiekszosci stanowili akcjonariusze - zalozyciele. Malo
tego, pani prezes nie monitorowala dalszych operacji zwiazanych z tymi
akcjami, przez co pozwolila na przejecie ich przez struktury mafijne.
Natomiast inwestorowi o polskim rodowodzie uniemozliwila nabycie akcji, czym
faktycznie zablokowala proces rozwoju Wielkopolskiego Banku Rolniczego.

Wysoka Izbo! Prokuratorowi nie wolno podwazac wiarygodnosci sadu dokonujacego
rejestracji spolki, a do tego wlasnie posunal sie w przedlozonym Wysokiej
Izbie wniosku. Przypisujac mi czyny niepopelnione, okreslajac dzialania
zgodne z prawem jako bezprawne, kaliska prokuratura okregowa wziela udzial w
haniebnym przesladowaniu politycznym.

Zgodnie z obowiazujacym prawem prywatny bank moze utworzyc spolke zalezna.
Cel i zasady jej dzialania okreslaja wspolnicy w ramach wyznaczonych przez
prawo.

Wielkopolski Bank Rolniczy powolal spolke Hatrol, ktorej celem mialo byc
odciazenie banku od kredytow w pogorszonej sytuacji. Nie bylo to rozwiazanie
nowatorskie, a wrecz przeciwnie, czesto stosowane przez banki i to na calym
swiecie. Decyzje o powolaniu spolki Hatrol podjela jednomyslnie cala Rada
Nadzorcza banku, po uprzednim gruntownym zapoznaniu sie i przeanalizowaniu
zalozen jej dzialania. Ja stalem sie jedynie wykonawca woli rady nadzorczej z
racji chociazby pelnienia funkcji jej przewodniczacego. Uchwala rady
nadzorczej zostala zatwierdzona przez komisje rewizyjna banku, slusznosc
powolania spolki Hatrol potwierdzilo rowniez walne zgromadzenie akcjonariuszy
banku. Tym samym wszystkie organa banku zatwierdzily prawidlowosc powolania
spolki Hatrol. Nie ma najmniejszych podstaw, aby prokurator czynil zarzut z
tego faktu, jak rowniez z faktu zapisow w umowie spolki. Postawienie mi tych
zarzutow jest tak naprawde wyraznym ostrzezeniem dla calego narodu, ze Polacy
nie maja prawa do wlasnego kapitalu, ze wszystko to, co nie jest zagraniczne,
nie ma prawa funkcjonowac na polskim rynku kapitalowym. Umowa spolki zostala
tak skonstruowana, aby mogla ona jak najlepiej sluzyc potrzebom banku i jego
wlascicielom, a nie obcemu, naslanemu przez Narodowy Bank Polski zarzadowi
komisarycznemu, UOP-owi lub komukolwiek, kto chcialby wykorzystac ja do
swoich celow.

Dlaczego prokurator uwaza, ze wie lepiej, co bylo dobre dla prywatnego banku,
niz jego wlasciciele, ktorzy poprzez wszystkie organy statutowe banku
wyrazili wole istnienia spolki Hatrol w takim, nie innym ksztalcie? Zarzad
komisaryczny mogl podjac wspoldzialanie ze spolka Hatrol dla dobra banku, ale
zamiast tego wolal torpedowac wszystkie jej dzialania. Zarzad komisaryczny
mogl tez przejac kontrole nad spolka - mogl, poniewaz na nadzwyczajnym walnym
zgromadzeniu udzialowcow spolki taka mozliwosc zostala stworzona
przedstawicielowi zarzadu komisarycznego przez pozostalych udzialowcow -przez
pozostawienie udzialow. Zgodzili sie oni na wszystkie propozycje zmian w
statucie i organach spolki, jakie zglosil komisarz. Nie skorzystal on jednak
z tej mozliwosci, poniewaz nie miescilo sie to we wczesniejszych zalozeniach
komisarzy, ze kapitaly wlasne banku trzeba wyzerowac. Przejecie kontroli nad
spolka Hatrol spowodowaloby brak podstaw do utworzenia rezerwy celowej w
wysokosci 2300 tys. zl.

Utworzenie wlasnie tej rezerwy, bezpodstawne, stalo sie podlozem do
sformulowania przez prokuratora wniosku o uchylenie mojego immunitetu
poselskiego. Prokurator nie wzial pod uwage faktu, iz pieniadze przekazane
przez Wielkopolski Bank Rolniczy na kapital zalozycielski spolki Hatrol w
calosci tam trafily. Do momentu mojego funkcjonowania we wladzach spolki, to
jest do czasu objecia mandatu posla, kiedy to podporzadkowalem sie zapisowi
art. 107 konstytucji, byly wykazywane w ksiegach spolki. Utworzenie rezerwy
celowej jest czynnoscia uznaniowa, a w mysl przepisow prawa nie jest
rownoznaczne ze strata. Formulujac wniosek, prokurator sprzeniewierzyl sie
swojej profesji, zlamal prawo, nie dopelniajac swoich obowiazkow, przez co
ugodzil w moje dobre imie. To, co zostalo uczynione przez prokurature
kaliska, a poparte przez prokuratora generalnego, jest dzialaniem czysto
politycznym.

W dzielo niszczenia Hatrolu zaangazowali sie rowniez funkcjonariusze sluzb
specjalnych, ktorzy zastraszali pracownikow, dokonali zaboru dokumentow,
uniemozliwiali kontakty gospodarcze z kontrahentami. Pozostaje otwarta
kwestia, na czyje zlecenie to robili. Jezeli na zlecenie swoich formalnych
zwierzchnikow, to zyjemy w panstwie, w ktorym rzeczywista wladze sprawuja
sluzby specjalne. Jaka jest wowczas mozliwosc prowadzenia dzialalnosci
gospodarczej poza ich kontrola? Jezeli uczynila to grupa, ktory wymknela sie
spod kontroli, to na czyje zamowienie dzialala? Jaka mamy ochrone przed
inwigilacja? Tak byc nie moze. Ta kwestia powinien zajac sie jak najszybciej
powolany w tym celu organ parlamentu.

Jestem pewny, ze w sprawie niszczenia Wielkopolskiego Banku Rolniczego i
spolki Hatrol niemaly udzial mieli funkcjonariusze UOP. To ich wyslannik
wiosna 2001 r. zlozyl mi propozycje przywrocenia banku jego prawowitym
wlascicielom za kwote 1,5 mln zl. Te niewiarygodna propozycje wtedy uznalem
za prowokacje, ale dzisiaj widze, ze jest to nagminnie stosowany proceder
wymuszania haraczy. Panstwo polskie jest chore. Czas polozyc temu kres.

W lipcu 2003 r. prokuratura w Kaliszu wezwala mnie w charakterze swiadka w
celu zlozenia wyjasnien w sprawie dzialania pewnej grupy finansowej w moim
banku. W miedzyczasie nastapil atak z trybuny sejmowej na moja osobe ze
strony premiera rzadu Leszka Millera. Natychmiast po tym zdarzeniu
prokuratura zawiadomila mnie o odstapieniu od przesluchania. Dzialo sie to w
czasie tzw. sprawy starachowickiej. Leszek Miller ewidentnie przez atak na
moja osobe - zreszta nie tylko na moja osobe, rowniez na szereg poslow
siedzacych na tej sali - chcial odwrocic uwage opinii publicznej od
przestepczych dzialan i czynow grupy SLD laczonej ze sprawa starachowicka.
Premier rzadu jawnie wykorzystuje podleglosc sluzbowa i partyjna prokuratora
generalnego do dyskryminacji i szkalowania osob i opozycyjnego ugrupowania
politycznego.

Panie Premierze Miller! Ten, kto uzywa przemocy lub grozby bezprawnej, kto,
wykorzystujac swoje stanowisko, wymusza decyzje organow panstwowych, w mysl
zapisow Kodeksu karnego podlega karze.

Panie Premierze Miller! Dokonal pan grozby bezprawnej, a poprzez wywieranie
wplywu na czynnosci prokuratury dokonal pan przestepstwa. Wciagajac w
najpodlejsza gre polityczna Ministerstwo Sprawiedliwosci, powoduje pan, ze
prokuratura zataja dowody niewinnosci, dokonuje przestepstwa przeciwko
wiarygodnosci dokumentow. Zbladziwszy na drodze, zawsze mozna zawrocic, ale
falszu nie mozna cofnac. Dlatego przestrzegam ministra sprawiedliwosci,
prokuratorow przed wyludzaniem poswiadczenia nieprawdy oraz dorabianiem
dokumentow.

Dlaczego dokonuje sie alienacji spoleczenstwa, budujac na przemocy? Dlaczego
nie przywraca sie mu podmiotowosci, ktora jest jego prawem? Narod nie moze
rozwijac sie prawidlowo, gdy jest pozbawiony tych praw, ktore warunkuja jego
pelna podmiotowosc, i panstwo nie moze byc mocne sila wlasnej przemocy. Nie
walcz przemoca, przemoc nie jest oznaka sily, lecz slabosci. Komu nie udalo
sie zwyciezyc sercem lub rozumem, usiluje zwyciezyc przemoca. Kazdy przejaw
przemocy dowodzi moralnej nieudolnosci. Najwspanialsze i najtrwalsze walki,
jakie zna ludzkosc, jakie zna historia, to walki ludzkiej mysli.
Najnedzniejsze i najtrudniejsze to walki przemocy, panie premierze Miller.

Szanowni Panstwo! Zniszczenie Wielkopolskiego Banku Rolniczego nie bylo
dzielem incydentalnym czy przypadkowym. Stanowilo element szeroko zakrojonej
akcji niszczenia polskiej bankowosci. Polskie banki byly i sa celowo
degradowane, dzielone i likwidowane systemowo. Tworzy sie pustynia zla,
dzungla ludzkich tragedii, wstretnych ukladow. Podstepem kilkudziesieciu
tysiacom ludzi wyrwano dorobek calego zycia. System bankowy nadzorowany przez
Narodowy Bank Polski ukradl ludziom przeszlo 2 mld zl. Tylko w takim malym
banku, jakim byl Wielkopolski Bank Rolniczy, skradziono akcjonariuszom 17 mln
zl.

Od czasow "grubej kreski" wzmocnila sie zorganizowana przestepczosc w
najwyzszych kregach wladzy. Od 1990 r. osrodkiem tej patologii bylo
Ministerstwo Finansow, Ministerstwo Skarbu Panstwa i Narodowy Bank Polski.
Bank Slaski jest najlepsza ilustracja szerszego zjawiska frymarczenia dobrem
narodowym. Powstal on w wyniku wydzielenia czesci majatku Narodowego Banku
Polskiego, nastepnie przeznaczono go do tzw. prywatyzacji. Wowczas to wielu
urzednikow panstwowych, w tym z Ministerstwa Finansow na czele z szefem
Markiem Borowskim, uczestniczylo w totalnej kradziezy, uzyskujac 13,5-krotny
zysk na srodkach zainwestowanych w zakup akcji Banku Slaskiego. Stalo sie to
kosztem skarbu panstwa, jest wiec oczywistym zaborem srodkow publicznych.
Sprzedany przez Marka Borowskiego obcemu kapitalowi Bank Slaski, ktorego
akcje do dzisiaj posiada Leszek Miller, dokonal wrogiego przejecia
Wielkopolskiego Banku Rolniczego. Odbylo sie to za zgoda i aktywnym
posrednictwem Narodowego Banku Polskiego.

Lupem zlodziei padaly nie tylko srodki publiczne, ale rowniez wielokrotnie
oszczednosci, nierzadko calego zycia, zwyklych polskich obywateli. Udzial
Narodowego Banku Polskiego w tym procederze jest niekwestionowalny. W
majestacie prawa, wykorzystujac do przestepczych celow przyslugujace mu
narzedzia, doprowadzal do upadku i likwidacji bankow. Klasycznym przykladem
jest tu Bank Staropolski. Tysiace depozytariuszy do dzisiaj, po 4 latach od
ogloszenia jego upadlosci, nie otrzymalo swoich pieniedzy. Nadzor bankowy, w
zalozeniu majacy sluzyc pilnowaniu bezpieczenstwa obrotu bankowego, stal sie
zlodziejem pieniedzy Polakow. Jedyne, na co bylo go stac, to ogloszenie
upadlosci, bez ogladania sie na spoleczne skutki swojego postepowania, bez
chwili zastanowienia, ze w tej wojnie pokrzywdzone zostana tysiace niczemu
niewinnych depozytariuszy. Co z tego, ze pani Sleszynska-Charewicz zostala
pozbawiona stanowiska glownego inspektora nadzoru bankowego (o tym, ze
otrzymala w zamian inne stanowisko, juz sie nie mowi)? Nie naprawi to krzywdy
wyrzadzonej depozytariuszom.

Narodowy Bank Polski rekami swoich pracownikow okradal tez wlascicieli
bankow. Tylko w Pierwszym Komercyjnym Banku w Lublinie prezes
Gronkiewicz-Waltz ogromny majatek ponad 50 nieruchomosci polozonych w bardzo
intratnych miejscach sprzedala za kwote 1 zlotowki, a ostatecznie stal sie on
wlasnoscia obcego kapitalu. Swoj niechlubny udzial w bezprecedensowym
rozkradaniu cudzego majatku zaznaczyl rowniez sad. W trakcie
nierozstrzygnietej jeszcze apelacji sad, ktory prowadzil te sprawe, nabyl
sporna kamienice na swoja siedzibe. Takie zachowanie z gory przesadza o
wszystkim, o wszystkich wyrokach. Sygnal jest jednoznaczny - czlowieku, i tak
z nami nie wygrasz, chociazbys nawet mial racje.

Wysylane do bankow przez Narodowy Bank Polski zarzady komisaryczne zachowuja
sie jak panowie i wladcy. Nie dosc, ze frymarcza majatkiem wlascicieli
bankow, to jeszcze czynia to z pogwalceniem prawa. Wbrew zapisom statutowym
zarzad komisaryczny dokonal na przyklad umorzenia akcji w Pierwszym
Komercyjnym Banku w Lublinie. Typowym dzialaniem przestepczym jest rowniez
obnizanie wartosci zarzadzanych bankow przez stworzenie niczym
nieuzasadnionych rezerw celowych.

Jednak nie wszystkie banki i ich wlasciciele traktowani sa tak ostro przez
nadzor bankowy. Sa banki wybrane, w jakis sposob zasluzone, ktorym Narodowy
Bank Polski poprzez Bankowy Fundusz Gwarancyjny czynil podarki z
wielomilionowych kwot rzekomo przeznaczonych na pomoc w trudnej sytuacji
finansowej. Wymienie tu Bank Wspolpracy Regionalnej, Bank Wspolpracy
Regionalnej Real Bank z Krakowa.

Jak wiec widac, przestepcze dzialania instytucji panstwowych nie dotyczyly
tylko Wielkopolskiego Banku Rolniczego, ale rowniez Pierwszego Komercyjnego
Banku w Lublinie, Banku Staropolskiego w Poznaniu, Poznanskiego Banku
Handlowego "Merkury" czy Banku Slaskiego w Katowicach. Sa to przyklady, ale
takich nieprawidlowosci, lamania prawa w systemie bankowym w Polsce bylo duzo
wiecej. Krzywdy poszkodowanych musza znalezc zadoscuczynienie. Dlatego Liga
Polskich Rodzin zlozyla wniosek o powolanie sejmowej komisji sledczej.

Dlaczego pan, panie Borowski, juz od pol roku chowa w szufladach pozytywnie
zaopiniowany przez sejmowa komisje wniosek? Co pan ma do ukrycia? Pan mnie
straszy kara pozbawienia immunitetu, abym milczal i nie domagal sie
odszkodowania dla tysiecy poszkodowanych przez system bankowy. Jeszcze raz
przypominam, ze wniosek o powolanie specjalnej komisji sledczej Liga Polskich
Rodzin zlozyla do laski marszalkowskiej we wrzesniu 2003 r.

"Wina ojca idzie w syna". "Niegodnych synowie niegodni". Przyszliscie na
bagnetach sowieckich, Stalin dal wam wladze nad polskim narodem,
zagrabiliscie pieniadze, stanowiska, zabezpieczyliscie swoim rodzinom ogromne
fortuny. Pan, panie marszalku, sprzedal Bank Slaski za jednoroczny zysk
banku, frymarczac dobrem narodowym. 10 mld zl zabraliscie rencistom,
rolnikom, ludziom niepelnosprawnym, glodujacym, bez pracy i daliscie obcym.
Skad sie bierze w Polsce tyle zla we wladzach, tyle bezwzglednosci,
bezprawia? Odpowiadam: wasze rodzinne zwiazki z komunistycznymi zbrodniarzami
z rodu Bermanow, Zambrowskich i innych wydaly owoce bezprawia.

Wysoki Sejmie! Szanowni Panstwo! Nie zbudujemy Polski wolnej i niepodleglej,
jesli nie usuniemy z zycia narodu wszystkich oznak zniewolenia. Trzeba
rozszerzac wolnosc ducha i wolnosci spoleczne. Obowiazkiem moim jako posla
jest wykazywanie zasad, na ktorych zycie spoleczne oprzec nalezy, aby gmach
panstwowy i spoleczny byl mocny i twardy. Wypowiadajac sie przeciwko
"demosowi" politycznemu, zastraszaniu spoleczenstwa, nawoluje Polakow do
odwagi, mestwa i braterstwa.

Przyjmujac powyzsze slowa za motto moich dzialan, celem moim jest nie tylko
wspieranie pokrzywdzonych i pomaganie im. Przyjmuje rowniez na siebie
obowiazki wspomagania i koordynowania dzialan Polakow w Polsce i na swiecie,
ktorzy zdecydowanie odcinaja sie od prowadzonej transformacji ustrojowej,
niebezpiecznie wyznaczajacej droge do poddanstwa. Wzywam dzisiaj z trybuny do
czynu, czyn bowiem jest owocem, slowa jedynie liscmi. Najpiekniejsza mowa
jest czyn, chociazby ten, ktorego dokonali rolnicy, zakladajac Wielkopolski
Bank Rolniczy. Nie mozna sie poddawac. Nie mozna pozwolic, by cierpienie
przestalo bolec, bo to znak, ze konczy sie zapas nadziei i zostaje tylko
pustka drazniaca swiadomosc. Aby uniknac poddanstwa, musi byc w Polsce
realizowany prawdziwy demokratyzm. Lezy on w tradycjach narodu polskiego, juz
od czasow krolewskich. Stac wiec nas na to, aby z naszego ducha wydobyc
bardziej czynna wspolprace, calej polskiej ziemi, wszystkich, ktorzy maja
prawo do swojej ojczyzny.

Deklaruje swoja pomoc wszystkim tym, ktorzy czynem budowac beda polska
bankowosc. Deklaruje swoja pomoc polskim rolnikom, ktorzy musza stac sie sila
zwarta, spojna sila zawodowa. Deklaruje swoja pomoc kupcom polskim,
rzemieslnikom i innym grupom zawodowym, wszedzie tam, gdzie wymagana jest
konsolidacja czynow. Pamietajmy, najwspanialsze i najtrwalsze walki, jakie
zna historia, to walki ludzkiej mysli. Najnedzniejsze i najkrotsze to walki
przemocy. Idea, ktora utrzymuje sie tylko przy uzyciu przemocy, obumiera.
Idea, ktora sama jest zdolna do zycia, podbija soba i spontanicznie za nia
pojda miliony.

Panie Marszalku! Wysoki Sejmie! Na zakonczenie z cala moca oswiadczam: Nie
bylo, nie ma i nie bedzie realnych podstaw do postawienia mi jakiegokolwiek
zarzutu z tytulu mojej dzialalnosci w Wielkopolskim Banku Rolniczym. To, ze
dzisiaj stoje na trybunie, broniac swojego dobrego imienia, jest wynikiem
polaczenia przesladowczych dzialan roznych instytucji, ktore daza do
zniszczenia mojej osoby, chcac ukryc i zatrzec slady swoich bezecnych czynow.
Nie moge poddac sie decyzji Sejmu, w ktorej Sojusz Lewicy Demokratycznej i
Platforma Obywatelska stanowia zdecydowana wiekszosc.

(Posel Wiktor Osik: I dobrze.)

Moj honor nie pozwala mi na zlozenie losu mojego immunitetu w rece poslow...

(Posel Wiktor Osik: Ale Sejm nie bedzie sadzil.)

... obcej ideologii... (Poruszenie na sali )

(Posel Wiktor Osik: Wlasnie. I od razu trzeba bylo tak zaczac.)

...w rece poslow, ktorzy tak chamsko pokrzykuja z lewej strony.

Majac to na uwadze, podjalem decyzje o wyrazeniu zgody na uchylenie mojego
immunitetu w zwiazku z postepowaniem nr DS26/01, ufajac, ze w wymiarze
sprawiedliwosci, tam na dole, znajde niezawislych sedziow, niepodatnych na
polityczne manipulacje, ktorzy rzetelnie rozpatrza te sprawe. Wowczas obecne
tzw. elity, ktore w ciszy gabinetow przygotowaly ten polityczny zamach na
moja osobe, odpowiedza za swoje lajdackie czyny. Jestem z narodu polskiego, w
ktorym jest dosc sily i tworczego dzialania, tworczej pracy dla dobra
ojczyzny. Dla jej dobra nigdy nie bede nazywal niedolestwa szlachetnoscia,
tchorzliwosci - rozwaga, sluzby u wrogow - dzialalnoscia obywatelska, a
zaprzanstwa - patriotyzmem.

Dla nowej Polski utracilem wszystko, co najdrozsze - rodzine i moje zdrowie.
Przyrzekam, ze ostatkiem sil czlowieczych walczyc bede, zeby dla jutra
pokolen przetrwala Polska wolna, w duchu, w wierze, w czynie, w swej
kulturze. Dziekuje panstwu za uwage. (Burzliwe oklaski)

Do Urzedu Marszalka Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej skladam stosowny
dokument.

----

Wypowiedz mozna rowniez znalezc na WirtualnaPoonia.com skad zaczerpniety
zostal tytul artykulu "Dobijanie posla Hatki" 2004-02-23 (08:26) Sejm RP
http://www.wirtualnapolonia.com/teksty.asp?TekstID=6607




==========================================================================
         Nina Geysztor-Zawirska:  TAAAKI UBAW ZA DWA DOLARY!
==========================================================================

Od ubieglego lata bezskutecznie poszukuje tej kobiety. Rozgladam sie za nia na
plazie i we wszystkich sklepach. Ona nic o tym nie wie, ale jestem jej winna
dwa dolary. Jestem jej winna te $2 fizycznie i moralnie. Ilekroc zycie zaczyna
traktowac mnie po macoszemu, kiedy pietrza sie trudnosci, kiedy jestem pewna,
ze tym razem juz na pewno sie zalamie - przywoluje na mysl wspomnienie tej
kobiety i od razu jest mi razniej na duszy.

Wracalam wtedy z pracy psychicznie wypompowana i cieszylam sie, ze w domu
czeka na mnie nagrany na tasme angielski film, na ktory od dawna ostrzylam
sobie zeby. Czekajac na zielone swiatlo, bezmyslnie rozgladalam sie wokolo.
Przelotnie spojrzalam na plaze i wtedy przypomnialam sobie, ze jutro jest u
mnie brydz, a ja nie mam zadnych chrupek do podgryzania. I tylko w tym jednym
celu, po chwili wjechalam na plaze.

Moja plaza nie jest ani mala ani duza. Taka w sam raz. Wszystko czego mi
potrzeba do codzienniego uzytku, moge na niej znalezc. Jest lekarz, jest
dentysta, jest drogeria, sa restauracje i rozmaite sklepy. Na jednym rogu
uplasowala sie filia popularnego supersamu. Od parkingu dzieli go waska droga.
Tuz przy glownym wejsciu znajduje sie pod waskim i niedlugim daszkiem taki
tasmociag na rolkach, po ktorym zasuwaja plastykowe kosze pelne paczek i toreb
z zakupami, czekajac w kolejce na zaladunek do samochodow.

Mialam kupic tylko chrupki, prawda? Ale jak to baba, nie wytrzymalam.
Niepotrzebnie oblazlam caly sklep i zobaczylam, ze maja po znizonej cenie
cole, sok pomaranczowy i papier toaletowy. (No! Ten papier mam teraz z glowy.
Przez najblizszy rok moge nie wychodzic z toalety. Sama w domu i az 48 rolek?
Ja chyba zwariowalam!) Lecz zanim sie ogladnelam, wieksza czesc godziny diabli
wzieli. A kiedy wreszcie moglam sklep opuscic, okazalo sie, ze deszcz leje jak
z cebra. Chmura sie chyba urwala! Uznalam, ze to przejsciowa ulewa, ze zanim
dobiegne do wozu bede mokra kura, wiec lepiej bedzie postac chwile i odczekac.
Postawilam zakupy na ziemi i stalam sobie, bezmyslnie obserwujac szary, mokry
swiat.

Przed sklepem, na cala dlugosc chodnika stal zaparkowany combi. Najdluzszy
combi, jaki w zyciu widzialam. Chyba niefabryczny. Combi dokumentnie blokowal
ludziom wyjscie na ulice a samochodom dostep do rolociagu. Za kierownica
siedzial mlody czlowiek "przy kosci", i non-stop sie zazeral. Naprzod kurzymi
skrzydelkami, wnet cala pizza. Na deser zjadl sobie dwa batony "Marsa". Tepo
patrzyl przed siebie; wzrok odrywal tylko wtedy kiedy z siedzenia obok
podejmowal nastepne hamu-papu. Wnet przyszla kolej na "chipsy" i na puszke
coli. A deszcz lal nieprzerwanie.

Ze sklepu wytoczyly sie z loskotem dwa pelne pojemniki. W slad za nimi wypadla
mloda kobieta z dwojgiem dzieci. Kobieta gestem poprosila kierowce combi azeby
odjechal nieco dalej. Osilek omiotl ja obojetnym spojrzeniem. I dawaj
czekoladke z pudelka. Kobieta podskoczyla do combi, (w ciagu sekundy
przemoczona do nitki kaskada z daszku) i walac w szybe krzyczy, ze chce tu
przyprowadzic swoj woz. Starsze dziecko sie drze, ze chce siusiu. Osilek zuje
teraz czekoladowy wafel. Kobieta nagle widzi, ze mlodsze dziecko trzyma w
raczce rulonik cukierkow, pewnie poderwany gdzies z dolnej polki. Kobieta ma
obled w oczach. Strofuje mlodsze dziecko, uspokaja starsze, ze zaraz bedzie
siusial. Ciagle gestami proszac faceta, azeby odjechal troche dalej. Woda
splywa jej po twarzy.

W koncu, zrezygnowana, zwraca sie do mnie i pyta czy ja tu jeszcze dluzej
postoje. Mowie, ze moge. Bez slowa wsadzila mi mlodszego dzieciaka w ramiona.
Przy akompaniamencie jego wrzasku, wyrwala mu sila cukierki z reki, zlapala
starszego i pedem pobiegli z powrotem do sklepu. Dziecko sie wyrywa, ryczy za
mama. Bolesnie kopie mnie w miejsca, ktore wcale do kopania nie byly
stworzone. Przeciwnie. Klne pod nosem, bo wiatr zmienil kierunek. Deszcz pod
wrecz niemozliwym katem kosi brutalnie, prosto pod daszek. Teraz ja tez juz
jestem cala mokra. Deszcz splywa mi po wlosach, za stanik. Spodnica lepi sie
do nog, majtki mam mokre i w bucikach mi chlupie. Jest mi zimno a przy tym
musze staczac walke z obcym bachorem. Osilek w wozie otwiera nastepna torbe
z kartofelkami i zajada z widocznym ukontentowaniem. Na kogo on tak dlugo
i uparcie czeka? - rozmyslam.

Ze sklepu wraca matka. Jeszcze raz bezskutecznie probuje naklonic faceta,
azeby sie posunal kilka metrow. Nic z tego. Kobieta jest zrezygnowana; daje
za wygrana. Oddaje mi drugiego dzieciaka i pedem leci na parking. Po chwili
podjezdza pod sklep ale nie ma innego wyjscia jak stanac pod golym, zaplakanym
niebem. Wyglada jakby wlasnie wyszla z wody. Syrena bez ogona! Odbiera mi
dzieci, dziekuje, i zaczyna ladowac swoje zakupy do bagaznika. Jeden worek
peka. Wysypuja sie z niego puszki, paczki i rozbija sie sloik z ogorkami.
Kobieta ma morderstwo w oczach. Dokladnie usuwa szklo, zbiera ogorki z ziemi
i odnosi do pojemnika na smieci. Podnosi pozostale, mokre zakupy z ziemi
i wrzuca luzem do bagaznika. Juz otwiera drzwi do wozu, juz ma odjechac, kiedy
nagle z powrotem je zamyka i wraca na chodnik. Facet w combi otwiera teraz
paczke herbatnikow. Deszcz leje dalej.

Kobieta znowu podchodzi do mnie i pyta czy mam moze 8 "quarterow" czyli 25
-ciocentowek, w zamian za jej "twoonie" (moneta dwudolarowa). Zagladam do
portmonetki. Deszcz zalewa mi oczy. Niestety, nie mam. "Nic nie szkodzi" -
mowi ta kobieta i znowu znika w czelusciach sklepu. Po chwili ukazuje sie
rozesmiana od ucha do ucha i pokazuje, ze rozmienila. Ki cholera? - glowkuje.
Zwariowala? Deszcz jej rozum odebral? A ona wrzuca pojedyncze monety do
automatow 8 wozkow sklepowych, systematycznie uwalniajac je z szeregu. Teraz,
z zacietym wyrazem twarzy, powoli i metodycznie obstawia nimi cale combi. Dwa
wozki z tylu, dwa z przodu, cztery na dlugosc wozu od strony parkingu. Eureka!
Juz wiem co ona robi! Toz to jest genialne! Azeby moc odjechac, osilek bedzie
zmuszony wyjsc z wozu aby usunac te wozki. I zeby na glowie sie postawil
i skarbonke z siebie zrobil - musi zmoknac tak jak my! Brawo ta pani!

Facet obserwuje jej manewr z zupelnie obojetna mina. Widocznie myslenie to nie
jest jego hobby. Teraz biedny niedozywieniec posila sie precelkami. Mloda
kobieta kiwa mi reka na pozegnanie, usmiecha sie przyjaznie, wskakuje do wozu
i odjezdza. A ja wiem, ze bede tu sterczala chocby i do poznej nocy, bo
przeciez musze zobaczyc epilog tej hecy. A ulewa trwa, ani jej sie sni
zamienic chocby w kapusniaczek.

Po mniej wiecej kwadransie, podjezdza jakis woz i staje na parkingu
naprzeciwko. Na wylot, przez okna osilkowego combi, widze, ze ktos tam wygasil
swiatla, ale z auta nie wychodzi. Pewnie nie chce zmoknac. Trwa to moze 10
minut a moze nieco wiecej. Osilek furt zre, a ja marzne i zaczynam miec
dreszcze. Good-bye kaseto! Good-bye przytulny wieczorze! Przysiadam na brzezku
rolociagu i czekam na dalszy bieg wydarzen. Dlugo czekac nie musze.

Z tego wozu naprzeciwko wychodzi starszy pan. Ma na sobie peleryne i okragla
czapke, tez pod celofanowym ochraniaczem. Trzyma cos w reku. Przechodzi przez
droge i staje obok mnie. I wtedy ja, z nieklamanym zachwytem, odczytuje na
jego rekawie znienawidzony mi dotad napis: "Mississauga Parking Control". Pan,
na skraju chodnika, spisuje dane tablicy rejestracyjnej combi. Bez pospiechu
wystawia mandat i, ignorujac kierowce, wklada pod wycieraczke. Osilek wreszcie
reaguje! Z widoczna niechecia opuszcza szybe i pyta za co ten mandat. Pan
mowi, ze za nielegalne parkowanie. Ze od tego jest przeciez parking. Osilek
burczy cos pod nosem, zamyka okno i konsumuje nastepna czekoladke. Starszy pan
znowu cos pisze i po chwili doklada nastepny mandat pod wycieraczke. Osilek
przestal jesc! Znowu opuszcza szybe i pyta: a za co teraz? Pan mowi, ze za
niebezpieczna jazde. Osilek ryczy, ze on przeciez stoi w miejscu. A pan mowi,
ze i owszem, ale tym samym zmusza innych do niebezpiecznej jazdy po zawezonej
drodze i do tego, w zlej widocznosci. Nadeta przyszlosc Kanady zaczyna
pyskowac i naraz okazuje sie, ze zna wiele brzydkich, niecenzuralnych slow.
Pan, ze stoickim spokojem, wypisuje trzeci mandat i mowi, ze ten jest za
lekcewazenie i obrazanie wladzy w czasie pelnienia jej obowiazkow. Po czym,
wypisuje mu czwarty mandat. Za "obstruction", dodaje nie bez pewnej dozy
satysfakcji. I jesli natychmiast nie stuli buziuchny - mowi, wystawi mu kilka
nastepnych. Powody znajdzie sobie bez najmniejszego trudu. Patrze na wsciekla
twarz osilka i nie wytrzymuje nerwowo. Zaczynam sie histerycznie smiac. Nawet
o dreszczach zapominam.

Osilek, ciagle klnac koncertowo, wyskakuje z combi, przez drzwi pasazera i..
laduje sie w wozek. Grubym pupskiem wymiata tez z siedzenia pelne i puste
opakowania po niedokonczonej libacji. Pan mowi, azeby je z jezdni pozbieral i
odniosl do pojemnika. Osilek robi panu nieprzystojna propozycje, gdzie go ma
pocalowac. Pan nie wyraza zainteresowania igraszkami w deszczu i natychmiast
wystawia nastepny mandat. Tym razem za "zanieczyszczenie miejsca publicznego".
Pan mowi dryblasowi, ze jesli ma zastrzezenia, moga wezwac policje. Tylko po
co? Wszak on ma identyczne uprawnienia. Osilek jest bliski apopleksji. Z furia
odsuwa wozki, wywraca je, kopie i klnie. Ale jest mokrusienki! Morduje nas
spojrzeniem. Wybiera mandaty z pod wycieraczki, wsiada do combi i wreszcie
odjezdza w, literalnie, sina dal.

Pan wladza wraca do swojego, nieoznakowanego, samochodu. A ja zaczynam "doic"
wozkowe automaty. Zainkasowalam cale dwa dolary i obiecalam sobie, ze przy
pierwszej sposobnosci zwroce je ich prawowitej wlascicielce. I podziekuje
jeszcze za nieplanowany ubaw.

Kto powiedzial, ze nie ma sprawiedliwosci na swiecie? Alez jest! Jest
jak najbardziej! Wlasnie bylam swiadkiem jak cudownie rozprawia sie z tymi,
ktorzy nam robia na poprzek. Trzeba tylko bardzo a bardzo w nia wierzyc.
No i koniecznie miec jeszcze...komorke w torebce albo w samochodzie.

NINA GEYSZTOR-ZAWIRSKA

http://webhome.idirect.com/~anin/o_dwoch_dolarach.htm



==========================================================================
      "Symbol Psiej Wiernosci" - odsloniecie Pomnika Psa Dzoka
==========================================================================

Dziennik Polski, Krakow

W dniu 26 maja br. na Bulwarach Wislanych w okolicy ul. Koletek w Krakowie
miala miejsce uroczystosc odsloniecia Pomnika Psa Dzoka - Symbolu Psiej
Wiernosci. W uroczystosci udzial wzieli przedstawiciele krakowskiego
samorzadu: m. in. Wiceprezydent Miasta Krakowa Teresa Starmach,
Przewodniczacy Rady Miasta Krakowa Stanislaw Handzlik, a takze Janusz
Wojciechowski prezes Najwyzszej Izby Kontroli, Andrzej Komorowski glowny
lekarz weterynarii i Agata Buzek corka premiera RP. Na uroczystosc przybyl
takze ze swoim psem - sznaucerem olbrzymem o imieniu "Bastor" - Prezydent
Miasta Krakowa Andrzej Golas.

Autor pomnika prof. Bronislaw Chromy podczas trwania uroczystosci zostal
obdarowany fotoportretem. Organizatorem uroczystosci bylo Krakowskie 
Towarzystwo Opieki nad Zwierzetami. Po odslonieciu Pomnika, w Schronisku
dla Bezdomnych Zwierzat przy ul. Rybnej 3 w Krakowie dokonane zostalo
uroczyste otwarcie Szpitala dla Zwierzat ufundowanego przez KTOZ.

Za co Krakow ukochal Dzoka i dlaczego stal sie on symbolem "Psiej Wiernosci"?
Przeczytajcie koniecznie jego historie.

----------------------------------------------------------------------------
                                Dzok
----------------------------------------------------------------------------

Dawno, dawno temu, za gorami, za lasami...otoz nie - historia ta wydarzyla
sie przed kilku laty, w Krakowie, nad brzegiem Wisly, niemal naprzeciw
Wawelu.

Byl sobie raz Pies. Zupelnie zwyczajny, czarny podpalany, duzy, z klapciatymi
uszami. Powiedzmy po prostu: pospolity kundel przecietnej urody i bez
wyksztalcenia. Skad przyszedl, jakie byly przedtem jego losy nikt nigdy sie
nie dowiedzial.

Pojawil sie ze swym Panem przy duzym, ruchliwym rondzie kolo Mostu
Grunwaldzkiego i tam stalo sie nieszczescie. Obcy ludzie polozyli milczacego
nieruchomego Pana na dziwne lozko - niskie i waskie, potem predko wniesli do
samochodu i odjechali w nieznane. Pan zniknal, umilkla w oddali syrena
karetki pogotowia, Pies zostal sam. Zdezorientowany, otoczony pedzacymi
pojazdami, w huku tramwajow, warkocie silnikow i powietrzu przesyconym wonia
spalin, wsrod rzeszy nieznajomych spieszacych swoja droga. Oszolomiony i
nieszczesliwy nie chcial przyjac pomocy obcych. Mial wszak swojego Pana,
nalezalo go tylko odnalezc.

Niestety, nawet wrazliwy psi nos okazal sie bezuzyteczny. Slad urywal sie w
miejscu, gdzie niedawno staly nosze. Szukac? - ale gdzie? Pan przeciez zawsze
wracal, mozna bylo na nim polegac. Jezeli Pies stad odejdzie moga sie zgubic
na zawsze. Niezdecydowany dreptal to w jedna, to w druga strone. Potem
usiadl, ciagle czujny i napiety, w kazdej chwili gotow na gorace powitanie.
Czas mijal, ale Pana wciaz nie bylo. Pies jednak wierzyl, ze pojawi sie lada
moment i razem, jak zwykle pojda do domu. Czekal cierpliwie w meczacym
halasie i odorze spalin, czekal z tesknota i niezachwiana nadzieja -
godzinami, dniami, miesiacami... Nie wiedzial, ze Pan odszedl tam skad juz
nie ma powrotu.

Wkrotce Pies stal sie slawny. O Dzoku pisano w gazetach wielbiac jego
wiernosc, a ludzie przyjezdzali na Rondo Grunwaldzkie po to tylko, zeby go
zobaczyc. Zyskal wielu przyjaciol. Odwiedzali go, glaskali, dbali, by nie
cierpial glodu, a niektorzy gotowi byli z radoscia przyjac go pod swoj dach.
Dzok lubil tych ludzi, okazywal im swoja sympatie, pozwalal sie piescic
i zjadal przynoszone pozywienie. Jednak kazda proba naklonienia go do
opuszczenia posterunku spotykala sie z lagodnym, ale stanowczym oporem Psa.
Musial tu byc i czekac, nic nie moglo mu w tym przeszkodzic: zimno, upal,
deszcz, ani wiatr, nawet przyjazny czlowiek, ktory ofiarowywal goscine.
Chociaz postawiono mu bude, nie chcial w niej zamieszkac. Szukajac
schronienia moglby przeciez nie zauwazyc Pana, a on wroci, na pewno wroci po
Psa.

Minal rok, tysiace godzin wiernego oczekiwania. W serce Dzoka zaczelo wkradac
sie zwatpienie. Byl znuzony, opadl z sil. Tyle dni pod golym niebem, w
oszalamiajacym ruchu ulicznym i ciaglym czujnym napieciu - wszystko na
prozno. Teraz dal sie wreszcie namowic, zamieszkal u starszej Pani - Marii
Mueller, ktora niezrazona jego uporem wciaz ponawiala swoje zaproszenie.

Psu bylo dobrze z Nowa Pania, ale w miare jak wracal do sil, znow pojawila
sie tesknota. Na spacerze najchetniej biegal w kierunku ronda, tam, gdzie
ostatni raz widzial Pana. Wciaz pragnal go odnalezc. Poslusznie wracal jednak
do domu, by nastepnego dnia znow rozpoczac poszukiwania. Mimo to Dzok coraz
mocniej przywiazywal sie do Nowej Pani, az wreszcie pokochal ja calym sercem.
Bylby zupelnie szczesliwy, ale nie mogl zapomniec o Panu. W domu spokojny, na
spacerze zawsze czujny, ciagle czekal na spotkanie.

Az przyszedl dzien, kiedy Pies stracil rowniez Pania. Nie wiadomo, czy
zrozumial, ze umarla. Musial opuscic swoj Dom - mial teraz zamieszkac w
hotelu dla psow w podkrakowskich Swoszowicach. Nie chcial tam zostac, juz
pierwszego dnia wydostal sie przez dziure wygrzebana lapami pod ogrodzeniem
i uciekl - prosto pod kola pedzacego pociagu. On, ktory caly rok bezpiecznie
przezyl w miejscu, gdzie nie ustaje ruch uliczny.

Lidia Graczynska

------------

Wiecej informacji o psie Dzoku i zdjecia pomnika znajdziesz na stronie:
http://www.krakow.pl/miasto/100/?id=dzok




==========================================================================
        Tworcy najnowszej historii Polski - Stanislaw Kuniajew
                        Puszczalska Polska
==========================================================================

Okazuje sie, ze w tworzenu najnowszej historii Polski pomagaja polskim
towarzyszom ich nierozlaczni bracia zza wschodniej granicy. Michnik, Urban,
Jaruzelski i inni nie sa w tym zajeciu osamotnieni.

--------------------------------------------------------------------------


Copyright 1996-2004 Onet.pl SA

Puszczalska Polska

W Rosji ukazuja sie teksty narodowych ekstremistow, pelne klamstw i wyzwisk
pod adresem Polski.

Dla redaktora naczelnego miesiecznika "Nasz Sowriemiennik", Stanislawa
Kuniajewa, polskie imie nie jest powodem do radosci. Chce - zwierzyl sie
czytelnikom - zmienic je na prawoslawne. Sam nie wie, dlaczego to odwleka.
Kuniajew jest poeta i rosyjskim superpatriota. Kiedys byl polonofilem, ale
w miare jak poznawal historie Rosji, otwieraly mu sie na Polske i Polakow
oczy...


EWA ZARZYCKA

W koncu poznal cala prawde i, sprowokowany wydrukowanym w miesieczniku
"Nowaja Polsza", wydawanym po rosyjsku, fragmentem ksiazki Czeslawa Milosza
"Ojczyzna Europa", poswieconym Rosji, wylozyl ja w dziele "Szlachta i my".
W 2002 r. dzielko ukazalo sie redagowanym przez niego miesieczniku. Jacyz
wiec, wedle Kuniajewa, jestesmy?


         Cozes uczynil Rosji, moj szlachcicu

Jestesmy nosicielami genu rasizmu. Taki nasz, szlachecki, genotyp.
Z pokolenia na pokolenie w Polsce przekazywana jest pogarda dla slowianskich
sasiadow ze wschodu. Szlachta - a dla Kuniajewa "szlachta" to po prostu
Polacy - wszystko jedno: wspolczesni czy XVII wieczni - zawsze mowila
o Rosjanach "barbarzyncy" i "azjaci". Polscy panowie znecali sie nad
ukrainskimi powstancami Chmielnickiego z okrucienstwem, wedle Kuniajewa,
niespotykanym nawet w tamtych surowych czasach. Ich ulubiona metoda bylo
palenie zywcem. Autor "Szlachty i my" informuje przy okazji czytelnikow,
ze stosy to zachodnia tradycja, w Polsce i Hiszpanii, flankach katolickiego
swiata, szczegolnie popularna. Historia Europy i jej nieodrodnej cory-Polski
to historia wiecznie odnawiajacego sie Holokaustu - pisze.

A i dzis - tu rosyjski patriota powoluje sie rosyjska prase - traktujemy
pracujacych u nas na czarno Ukraincow i Ukrainki jak bydlo robocze,
zaganiajac ich do pracy np. biciem po twarzy. Cztery razy (Kuniajew liczy
od XVII w.) wyprawialismy sie na Rosje: w 1604 r., za Zygmunta III Wazy,
w r. 1812, gdy polskie wojska wchodzily w sklad napoleonskiej ekspedycji,
w r. 1920 i podczas II wojny swiatowej.

Zostawmy na boku i XVII w., i Napoleona. O tym, jak napadalismy na Rosje
w 1920 r. i podczas II wojny, za chwile, bo po drodze w polsko-rosyjskiej
historii wiele sie zdarzylo. Byly rozbiory i polskie powstania. Kuniajew nie
zaprzecza. Ale udzial Rosji w rozbiorach Polski to liberalny mit - twierdzi.
Rosja nie dostala ani skrawka ziem polskich - jedynie odzyskala to, co do
niej nalezalo od czasow sw. Wlodzimierza i Jaroslawa Madrego. A powstania?

Oto jak to wyglada w dzielku Kuniajewa. Wielu rosyjskich pisarzy wspieralo
male narody zyjace w rosyjskim imperium w ich walce o niepodleglosc. I tylko
jeden "ruch narodowowyzwolenczy" - tak, w wymownym cudzyslowie, pisze o
zrywach Polakow - rosyjscy wielcy zawsze, w kazdej epoce, odrzucali. Mlodzi
ochotnicy rosyjscy gotowi byli umierac za wolnosc Grekow w XIX w., ratowali
Bulgarow. Ale zeby rosyjscy ochotnicy w czasie polskich powstan walczyli
ramie w ramie ze szlachcicami, pomagajac im ujarzmiac Ukraincow,
Bialorusinow, Litwinow? Tego prawie nie bylo. Albo nie bylo wcale - zapewnia
Kuniajew. Dlaczego? Bo w 1830 i 1863 szlachta powstala wlasnie dlatego  
chciala ponownie ujarzmic ukrainskie, litewskie i bialoruskie chlopstwo.
W r. 1863 miala jeszcze wieksza motywacje - wszak car dal chlopom wolnosc.

Po tej demaskacji Kuniajew przeskakuje wiek i zajmuje sie Powstaniem
Warszawskim. Polski inteligent przez sto lat sie nie zmienil - stwierdza.
Szlachta, ktora zdezerterowala z Polski jesienia 1939 r. do dalekiej Anglii,
chciala w 1944 r. wrocic do wladzy w Warszawie po trupach sowieckich
zolnierzy. Taki wariant byl, wedlug ich wyobrazen, mozliwy pod jednym
warunkiem: jesli Churchill postawi Stalinowi ultimatum, w ktorym zazada jej,
szlachty, powrotu do wladzy. Churchill tego nie zrobil, nazwal Polakow
glupcami, ktorzy powinni byc wdzieczni walecznej radzieckiej armii,
wyzwalajacej ich, skoro sami nie potrafili swej niepodleglosci obronic.
W odpowiedzi londynscy "krasomowcy" pchneli AK do powstania w Warszawie.
Stalin, rzecz jasna, nie mogl sie dac w te "niebezpieczna gre z zelaznym
Wehrmachtem" wciagnac. Tyle Kuniajew.


         Polscy faszysci

Wrocmy teraz, wraz w Kuniajewem, do roku 1920. Oto Pilsudski, wykorzystujac
oslabienie Rosji Sowieckiej po wojnie domowej, "rozdarl" Litwe i - marzac o
Polsce od morza do morza - zagarnal czesc Bialorusi i Ukrainy, az do Kijowa.
W jednej chwili rewolucyjno-demokratyczna Polska stala sie panstwem
nacjonalistycznym. Nasz grzech wobec Rosji byl podwojny - wszak to dzieki
dekretowi Lenina Polska odzyskala w 1917 r. niepodleglosc. 

Jest jeszcze jeden nieprzyjemny fragment polsko-rosyjskiej historii, nikomu
nie znany, bo i polskim, i rosyjskim historykom niewygodnie bylo o tym mowic 
zaczyna swoje rewelacje o czwartej polskiej wyprawie na Rosje nasz poeta. Ta
wyprawa to udzial Polakow w II wojnie po hitlerowskiej stronie, przeciwko
ZSRR. Jakie ma na dowody?

Przeczytal ksiazke niemieckiego historyka Stefana Karnera o sowieckich
obozach jenieckich. Zapamietal, ze w ciagu 4 lat wojny armia sowiecka wziela
ponad 4 mln jencow z 24 panstw. Skoro dostali sie do radzieckiej niewoli, to
znaczy, ze walczyli przeciwko Sowietom. Czyli po stronie niemieckiej,
faszystowskiej - wydedukowal. I pisze: Polakow-faszystow w naszej niewoli
bylo 60280 (w tym pieciu generalow), a Wlochow 48967.  (Co mialoby oznaczac,
ze Polacy byli od Wlochow "bardziej faszystowscy"). A dalej: opierajac sie na
liczbie jencow ze statystyki wynika, ze w szeregach Wehrmachtu walczylo
przeciw ZSRR 100 tys. Polakow. To liczba porownywalna z silami ksiecia
Poniatowskiego, ktore szly w skladzie wojsk Napoleona na Moskwe - konstatuje
Kuniajew i puentuje: to jakby czwarty (po 1612, 1812 i 1920) marsz Polakow na
nasze ziemie. W zamieszczonej tez w "Sowriemienniku" odpowiedzi na polemiki,
Kuniajew idzie dalej: polscy faszysci sluzyli nie tylko w Wehrmachcie - takze
w SS, a na front wschodni szli z radoscia.


         Oficerowie, co szybko biegali

Powolujac sie na innych autorow, Kuniajew rozprawia sie z kolejnymi "mitami"
o Polakach - o polskim ruchu oporu, walecznosci armii i ogromie strat, jakie
przyniosla Polsce niemiecka okupacja. Mit o silnym polskim ruchu oporu autor
"Szlachty i my" rozbija, korzystajac z pomocy innego radzieckiego historyka,
ktory wyliczyl: W jugoslowianskim ruchu oporu zginelo ok. 300 tys. ludzi, z
16 milionow mieszkancow kraju. W Albanii - 29 tysiecy (na mniej wiecej milion
mieszkancow), a w Polsce 33 tys. (z 35 mln). Konkluzja? Odsetek Polakow,
ktorzy zgineli w "realnej" walce z Niemcami jest 20 razy mniejszy niz
w Jugoslawii i prawie 30 razy mniejszy niz w Albanii. Tak wiec opowiesci
o silnej polskiej partyzantce to tylko filmowe i literackie legendy.

        Czy Polacy nie walczyli? - pyta Kuniajew 
        i sam odpowiada - owszem, walczyli.  Ale...

Za ojczyzne zginelo lacznie 123 tys. polskich zolnierzy i oficerow, 0,3 proc.
ludnosci - pisze i dodaje: W takiej okropnej wojnie, jaka byla II wojna
swiatowa, trzema dziesiatymi procenta, taka mala danina krwi, ojczyzny nie
uratujesz i nie obronisz niepodleglosci (...) W armiach dobrze wyszkolonych,
walecznych, natchnionych albo patriotyzmem, albo agresywna propaganda,
proporcje poleglych na polu bitwy zolnierzy i oficerow wynosza 10:1  
twierdzi dalej. I tak bylo w Armii Czerwonej i niemieckiej. Jezeli oficerow
ginie nieco wiecej, tak jak u Francuzow, to znaczy, ze armia, bez wzgledu na
mestwo oficerow, jest zle wyszkolona. A w Polsce statystyka byla zupelnie
odwrotna - na jednego poleglego oficera przypadalo 32 zolnierzy. Co to
oznacza? Czyzby polscy oficerowie umieli szybko chowac sie za zolnierskie
plecy? - drwi.

I jeszcze jeden polski mit - o tym, ze w latach 1939-45 Polska stracila ponad
6 mln ludnosci. To, twierdzi autor, sprawa bardziej zlozona i na dowod
przytacza opinie zydowskiego historyka: Oni [Polacy] pokornie wydali Niemcom
2 mln 800 tys. Zydow z 3 mln 300 tys. zyjacych w kraju. A Niemcy, ktorzy
gardzili Polakami w takim samym stopniu jak Zydami, wyrzneli jak barany ok.
1,5 mln Polakow.


          Sprawiedliwa zemsta

Antysemityzm to kolejna, odwieczna polska cecha. Szlachecka tradycja, cos, co
gleboko tkwi w duszy. W Polsce palono Zydow od sredniowiecza, po epoke
Jedwabnego i Oswiecimia. Tragedii w Jedwabnem Kuniajew poswieca w swoim
dziele wiele miejsca. Nie tylko dlatego, ze jest to koronny dowod na poparcie
jego tezy. (Spekuluje zreszta, ze do wyciagniecia na swiatlo dzienne mordu w
Jedwabnem i przeprosin zostalismy zmuszeni - inaczej nie przyjeto by nas do
NATO i "cywilizowanej Europy"). Takze po to, by powiedziec: Polacy, ktorzy
spalili w Jedwabnem i wielu innych miasteczkach dwa tysiace, a byc moze 6
razy wiecej [Zydow], do tej pory trwa spor o liczbe, powinni siedziec cicho i
skonczyc z tym zawodzeniem i histeryzowaniem o Katyniu. Zwlaszcza ze wina
Polakow jest bezsporna, a sowieckich enkawudzistow - nie. W koncu polskich
oficerow rozstrzelano z niemieckiej broni, uzywajac niemieckiej amunicji.

Kuniajew, jak przed nim inni, porownuje Katyn z inna "wielka polska zbrodnia 
mordowaniem jencow sowieckich w Polskich obozach jenieckich w latach
1920-21". Mialo ich tam zginac 60 tys. 5 Autor obszernie cytuje wspomnienia
"Zyda Podolskiego", ktory wrocil do Rosji w drodze wymiany jencow,
wydrukowane w 1932 r. w miesieczniku "Nowyj Mir". I pyta corke owego jenca,
ktora wyslala fragmenty tekstu do Polski, do miesiecznika "Nowaja Polsza",
gdzie je wydrukowano: Interesuje mnie, dlaczego pani pominela slowa ojca o
tym, ze szowinistyczna Polska szykuje sobie surowy odwet. A jesli naprawde i
hitlerowska okupacja, i powrot w 1939 r. zachodniej Ukrainy i Bialorusi w
"historyczne lono", i nawet Katyn - jest surowym odwetem za wszystko, co
wycierpial pani ojciec i jego towarzysze w polskich obozach, odwet za
antysemityzm, po dzis dzien obecny w szlacheckich genach?.

Piszac o Katyniu, Kuniajew powoluje sie na innego autora z kregu "rosyjskich
superpatriotow", Jurija Muchina, i jego ksiazke "Katynski kryminal". Rok temu
w Moskwie ukazalo sie jej drugie, poszerzone wydanie, z innym tytulem (w
nakladzie 15 tys. egzemplarzy). Teraz brzmi on "Antyrosyjska podlosc". W obu
wydaniach Muchin dowodzi tego samego - ze Katyn to zbrodnia niemiecka,
popelniona jesienia 1941 r. W ubieglorocznej publikacji na 800 stronach
przedstawia, jakoby niezbite, dowody na to, ze dokumenty zebrane w ksiazce
"Katynski syndrom" bezapelacyjnie potwierdzajace wine Sowietow zostaly
sfalszowane. Na polecenie Borysa Jelcyna, zgodnie z zapotrzebowaniem Lecha
Walesy. Taki szlachecko-rosyjski spisek.

Muchina nie przekonuja zadne argumenty. Nawet znalezienie zwlok polskich
jencow w Miednoje, gdzie Niemcy nigdy nie dotarli. No to co, ze znaleziono
tych ponad 6 tys. cial - zdaje sie mowic. To jeszcze o niczym nie swiadczy.
Przeciez mozna bylo je tam przewiezc. Podrzucic. A prawda o Katyniu brzmi:
"tchorzliwych polskich oficerow" zastrzelili Niemcy.


           Polska   baba

A jak pisze o Polsce ten rosyjski szowinista? Przyrownuje ja do baby - slowo
"kobieta" to za duzy dla Polski zaszczyt. Baby, ktora spotkal najgorszy los  
nikt nie zwraca na nia uwagi. Rosjanom do niczego nie jest potrzebna - jak
psia kielbasa w delikatesach. Nie zalicza sie do zadnej kategorii, wedlug
ktorych mieszkancy Rosji oceniaja inne kraje. Jest pozaklasowa. Oczywiscie,
nie zawsze tak bylo. W rodzinie bratnich panstw socjalistycznych Polska byla
najbardziej pozadana panna. Panna suwerenna, niezalezna i dumna. Dlatego ZSRR
okazywal jej zainteresowanie, chcial sie jej podobac. Ale potem "spelnilo sie
odwieczne marzenie szlachty" (jak widac "szlachta" zagoscila na stale w
jezyku szowinistow) - wolna Polska. Najwieksza puszczalska najwiekszego pana
na swiecie - Stanow Zjednoczonych. A puszczalska traktuje sie zupelnie
inaczej - po co zawracac sobie glowe jakimikolwiek staraniami, skoro za
umowiona sume ona i tak bedzie twoja?

Nie ma takiego drugiego kraju na swiecie, w ktorym by tak pogardzano Polska
jak w USA - pisze Muchin i pyta: dlaczego wiec Polska Stany Zjednoczone
popiera? To proste. Polacy maja babski charakter, a dla baby, jesli maz bije,
znaczy - kocha.

Jurij Muchin konczy swoj tekst stwierdzeniem: trzeba oddac Polsce
sprawiedliwosc, zdradzila nas nie podczas wojny, a w czasie pokoju. Dlatego
nie sprawila nam wiekszych klopotow. A w koncu, po raz pierwszy od tylu
wiekow przestala wisiec nam na szyi. I postuluje: Nigdy wiecej zadnych
zwiazkow z Polska - ani wojskowych sojuszy, ani specjalnych gospodarczych
projektow. Jesli komus wygodnie, moze kupic ziemniaki w Polsce, lecz jesli
Holendrzy zaproponuja po tej samej cenie - kupic u Holendrow.

Kuniajew zas pod koniec swojego dzielka straszy: Im glosniej Polacy beda
krzyczec o swoich moralnych i terytorialnych stratach na Wschodzie, o
koniecznosci "reparacji i odszkodowan" ze strony wschodniego sasiada, tym
szybciej przyblizaja moment, kiedy Niemcy zdecydowanie i ostatecznie odbiora
im Slask i ziemie pruskie, podarowane Polsce przez Stalina w 1945 r. i tez
zazadaja reparacji i odszkodowan.

Mamy sie bac?

Ewa Zarzycka

---

Polemike ze Szlachta i my" Stanislawa Kuniajewa podjela "Nowaja Polsza",
miesiecznik redagowany w Warszawie w jezyku rosyjskim, ktory trafia do
tysiecy bibliotek na terenie calej Rosji. Pomyslodawca takiego pisma byl
Jerzy Giedroyc, zalozyl go i juz od pieciu lat nim kieruje Jerzy Pomianowski,
tlumacz m.in. Babla i Solzenicyna. Miesiecznik ma jeden cel  
polsko-rosyjskie pojednanie, wymagajace przeciez walki z obustronna
ignorancja. Naczelny "Nowoj Polszy" wlasnie za to zostal w 2001 r.
uhonorowany przez ministrow spraw zagranicznych Polski i Rosji.

Kuniajew czyta "Nowa Polsze" - z niej dowiedzial sie o Jedwabnem, tam
przeczytal nadeslane przez p. Podolska obszerne fragmenty wspomnien jej ojca
z polskiej niewoli, z ktorych to Pomianowski - wbrew temu co pisze Kuniajew  
nie wykreslil ani slowa. "Nowaja Polsza" wyraznie dba o to, by budzic
szacunek dla Polski rzetelnoscia informacji.

Na lamach "Nowej Polszy" polemizowali z Kuniajewem rosyjscy i polscy
historycy, jak Nowak i Wolobujew, poetka rosyjska Natalia Gorbaniewska,
naczelny redaktor pisma - Jerzy Pomianowski. Zostali zaatakowani i przez
Kuniajewa, i przez Muchina. (Gdy na lamach "Gazety Wyborczej" Pomianowski
wspomnial o rosyjskich przyjaciolach Polski, ktorzy tak wiele zrobili dla
odklamania Katynia, Muchin w opowiedzi napisal: "Niech Pan poda, panie
Pomianowski, wszystkie nazwiska. Juz my zrobimy sobie z tego liste").

Gdyby ow pomiot nacjonal-bolszewicki, ludzie, ktorzy przynosza wstyd Rosji,
nas nie atakowali, musielibysmy wstydzic sie naszej wlasnej dzialalnosci  
mowi Pomianowski. Ale dziwi sie, ze na dzielo Kuniajewa nikt dotad w Rosji
nie zareagowal. Sekretarz rosyjskiego PEN Clubu oznajmil mu do sluchawki, ze
takich faszystow jak Kuniajew w PEN Clubie nie potrzebuja.

Nawet jezeli PEN Club uwaza Kuniajewa za wyrzutka, a samo pismo za
margines, nawet jezeli Muchin ze swoja teoria stanowi kuriozum - to z tych
zarazkow moze powstac zaraza - mowi Pomianowski.   Rosjan nie wabia juz hasla
kolektywizmu, a nieudolnie wprowadzany liberalizm poniosl kleske. Na placu
pozostala szowinistyczna ideologia imperialna, z Polska w roli dyzurnego
wroga. Niestety, innych ideologow nie slychac.

Inteligencja, w ktorej Pomianowski caly czas poklada wielka nadzieje, siedzi
cicho. Albo sfrustrowana, albo zastraszona. To milczenie szkodzi Rosji.



==========================================================================
                  Kwasniewski w Izraelu
==========================================================================

29.02.2004

Aleksander Kwasniewski podczas spotkania z premierem Izraela zapowiedzial
udzial Polski w procesie pokojowym na Bliskim Wschodzie. Odebral tytul
doktora honoris causa Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie.

Tytul Kwasniewski otrzymal za wspieranie wysilkow na rzecz odrodzenia zycia
zydowskiego w Polsce oraz za dzialalnosc na rzecz zblizenia miedzy narodami
polskim i izraelskim.

Kwasniewski przypomnial historyczne zwiazki polsko-zydowskie, ktore przerwala
druga wojna swiatowa. - Najazd hitlerowski na Polske w 1939 r. sprawil, ze ta
sama ziemia, ktora dla wielu pokolen Zydow byla przestrzenia nadziei, stala
sie miejscem zaglady - powiedzial.

- Pytanie, ktore od tamtych mrocznych czasow nie opuszcza nas wszystkich,
brzmi: co nalezy uczynic, aby tragiczne doswiadczenia przeszlosci nie
powtorzyly sie juz nigdzie i nigdy - mowil.

Wsrod - jak mowil - "czastkowych" odpowiedzi prezydent wymienil zasade, jaka
kieruje sie Polska w swych relacjach ze wszystkimi krajami: jest to zasada
uczciwego i szczerego podsumowania przeszlosci, nieomijania prawdy, gdy jest
ona przykra lub bolesna dla ktorejkolwiek ze stron. - Jako Polak przyjaciel
Izraela moge dzis z satysfakcja powiedziec, ze dobrze rozwijaja sie stosunki
miedzy naszymi krajami - podkreslal Kwasniewski.

Nawiazujac do sytuacji Izraela Kwasniewski podkreslal, ze terroryzmu "nie
moga usprawiedliwiac zadne obludne slogany narodowe, czy religijne".

Prezydent odebral tytul doktora honoris causa. Prezydent zwrocil sie tez
do mlodych ludzi w Izraelu. Zachecal ich do odwiedzania Polski, choc - jak
mowil - wizyta na czesto symbolicznych mogilach ofiar straszliwej tragedii
szoah nie bedzie dla wielu z nich latwym przezyciem. Kwasniewski apelowal
jednak, aby nie odwracali sie od wspolczesnej Polski.

Uroczystosc zakonczylo odegranie hymnow Polski i Izraela.

Prezydent zapowiedzial wspoludzial Polski w procesie pokojowym na Bliskim
Wschodzie. - To jest zadanie oczywiscie bardzo trudne, ale wierze, ze
wspolnymi silami, przy wspoludziale Polski, mozemy zblizyc sie do tego celu -
powiedzial Kwasniewski po rozmowie z prezydentem Izraela Mosze Kacawem.

Kwasniewski dodal, ze wysluchal ocen Kacawa, dotyczacych relacji
izraelsko-palestynskich i izraelsko-europejskich.

Polski prezydent podkreslal bardzo dobra wspolprace Polski i Izraela, m.in. w
dziedzinie ekonomicznej: po podpisaniu umowy o wspolpracy z firma Rafael,
ktorej towarzyszy offset, obroty miedzy obu krajami wyniosa ponad miliard
dolarow.

Zgodnie z umowa w latach 2004-2013 nasze sily zbrojne zostana wyposazone za
miliard zlotych w 264 wyrzutnie i 2675 przeciwpancernych pociskow kierowanych
Spike. Czesc zestawow powstanie w wersji przenosnej, reszta bedzie montowana
na kolowych transporterach opancerzonych. W 2004 roku zostana przekazane
wojsku dwie wyrzutnie i 20 pociskow. Spike bedzie orezem naszej armii przez
ok. 30 lat.

Dzieki offsetowi nasz przemysl wzbogaca m.in. technologie: integracji
pociskow na goraco, testowania optoelektronicznych systemow pociskow i nowe
technologie dla silnikow startowych. Mamy tez uzyskac nowe technologie budowy
m.in. glowic bojowych oraz tytanowych zbiornikow cisnieniowych.

Z Kacawem Kwasniewski rozmawial tez o wspolpracy politycznej. Polski
prezydent zyskal wysokie noty w opinii izraelskiej po przejeciu przez nasz
kraj jednej ze stref stabilizacyjnych w Iraku.

Zdaniem lidera izraelskiej opozycji Szimona Peresa, Kwasniewski jest moze
jedna z wazniejszych postaci, ktore moga odegrac role w regionie. Z polskim
prezydentem Peres spotka sie jutro.

(PAP)

http://fakty.interia.pl/swiat/news?inf=476801




==========================================================================
    Detektyw Rutkowski przedstawia nowe dowody obciazajace Jaskiernie
==========================================================================

          --------------------------------------------
              Rutkowski tropi Jaskiernie 29.02.2004 
          Detektyw bada okolicznosci uchwalenia ustawy
          --------------------------------------------

Jerzy Jaskiernia wzial kilka milionow dolarow lapowki od swojego
spolecznego asystenta Macieja Skorki za odpowiednia wersje ustawy o grach
losowych - twierdzi detektyw Krzysztof Rutkowski.

Rutkowski doniosl o tym w piatek w pismie do wiceprokuratora generalnego
Kazimierza Olejnika. Jaskiernia zaprzecza, jakoby przyjal jakiekolwiek
pieniadze.

Detektyw wrocil wlasnie z Hiszpanii, gdzie zbieral dowody na temat
podejrzanej dzialalnosci posla SLD.

- Informuje iz posiadam zweryfikowane dane dotyczace scislych kontaktow pana
Jaskierni z Maciejem Skorka, wystepujacym w charakterze spolecznego asystenta
posla w trakcie prac nad poprawkami do ustawy o grach losowych - powiedzial
Rutkowski podczas spotkania z dziennikarzami.

Skorka pod koniec 2001 roku otrzymal przepustke stala do Sejmu jako
konsultant spoleczny Jerzego Jaskierni. Prasa podawala, ze Jaskiernia przez
lata oredowal za zmiana przepisow o automatach do gry, a jego spoleczny
asystent Maciej Skorka byl wlascicielem tysiecy takich automatow.

Sam Jaskiernia zapewnial, ze Skorka nie byl i nie jest jego asystentem
spolecznym. Wyjasnial, ze "rozwazal taka ewentualnosc, dlatego zamowil dla
niego legitymacje asystenta, ale ostatecznie nie doszlo do objecia tej
funkcji".

W czasie konferencji Rutkowski nie przedstawil zadnych dowodow na poparcie
swoich slow tlumaczac, ze byloby to ujawnieniem tajemnicy sledztwa. Zapewnil,
ze dysponuje wiedza na temat przyjecia przez Jaskiernie kilku milionow
dolarow od Skorki.

Jerzy Jaskiernia zaprzeczyl: - Ta informacja od poczatku do konca jest
nieprawdziwa. Nigdy nie przyjalem lapowki. Od kilku miesiecy slysze rozne
sugestie w tej sprawie, ale bez zadnych dowodow.

Rutkowski zapewnil dziennikarzy, ze dysponuje tez dowodami, jakoby Jaskiernia
czerpal "korzysci osobiste, takie jak sponsorowane przez Skorke pobyty posla
i jego zony w hotelu nalezacym do wspolnika Skorki na terenie Walencji".
Wedlug Rutkowskiego, Jaskiernia mial przebywac w Walencji pod koniec lata
2002 roku.

Jaskiernia powiedzial, ze w 2002 roku przebywal na wczasach w Juracie.
Przyznal, ze byl w Madrycie w 2002 roku, ale jako przewodniczacy Komisji
Spraw Zagranicznych Sejmu na spotkaniu przewodniczacych Komisji Spraw
Zagranicznych panstw czlonkowskich i kandydujacych do Unii Europejskiej. -
Jesli pan Rutkowski ma dowody, to powinien je zaniesc do prokuratury -
powiedzial.

Podczas spotkania z dziennikarzami Rutkowski pokazal tylko zdjecie hotelu, w
ktorym - jak twierdzil - przebywal Jaskiernia. Przyznal, ze nazwiska
Jaskierni nie odnotowano w hotelowej ksiazce gosci.

Rutkowski nie chcial odpowiadac na pytania dziennikarzy dotyczace rodzaju i
charakteru dowodow, ktore posiada. Niedowierzajacym dziennikarzom powiedzial
tylko, ze nie pomylil sie przez 14 lat pracy w zawodzie detektywa i zapewnil,
ze jego informacje sa "istotne i wiarygodne". Oswiadczyl, ze dziennikarzom
przedstawil tylko 10 proc. swojej wiedzy na ten temat.

Zadeklarowal tez, ze ma informacje, ze w sprawe domniemanej korupcji przy
tworzeniu ustawy o grach losowych zamieszane sa osoby zajmujace wysokie
stanowiska w panstwie. - Jest m.in. osoba, ktora pracuje w Ministerstwie
Sprawiedliwosci, jest funkcjonariusz policji z wydzialu do zwalczania
przestepczosci gospodarczej - wyjasnil.

Powiedzial tez, ze Maciej Skorka, jako wlasciciel firmy zajmujacej sie
maszynami do gier losowych, "byl ochraniany czy tez oplacal sie ludziom z
Pruszkowa. Dziwi mnie fakt, ze na terenie gdzie doskonale kontakty ma pan
Skorka, zostal zatrzymany Slowik. Mysle, ze bedzie to rowniez wazna
informacja dla prokuratury do zbadania, czy byly jakiekolwiek powiazania pana
Skorki lub jego kolegow ze Slowikiem". Gangster Andrzej Z. (Slowik) zostal
zatrzymany w pazdzierniku 2001 roku na przedmiesciach Walencji.

Do Prokuratury Apelacyjnej w Gdansku dotarly w piatek materialy dowodowe i
wniosek posla, detektywa Rutkowskiego o wznowienie sledztwa w sprawie
domniemanej korupcji przy tworzeniu ustawy o grach losowych.

Od grudnia 2003 r. gdanska prokuratura sprawdza, czy doszlo do
nieprawidlowosci przy pracach legislacyjnych nad ustawa o grach losowych.
Rozpatrywany przez nia material dowodowy wylaczono do odrebnego postepowania
z umorzonej 23 grudnia 2003 r. sprawy rzekomego przyjecia w 2002 r. przez
posla SLD Jerzego Jaskiernie 10 mln dolarow w zwiazku z ta ustawa. Umorzenie
argumentowano wtedy brakiem dostatecznych danych, uzasadniajacych podejrzenie
popelnienia przestepstwa.

Sprawa zaczela sie w sierpniu 2003 r. od doniesienia do prokuratury bylego
posla Samoobrony Zbigniewa Nowaka. Stala sie glosna, gdy na poczatku grudnia
ub. roku media, m.in. "Rzeczpospolita", podaly, iz "wiarygodna i cieszaca sie
wysoka pozycja spoleczna osoba" byla swiadkiem rozmowy miedzy Holendrem Arno
van Dorstem, lobbysta zwiazanym z producentami automatow do gier a
prokuratorem, bylym szefem Prokuratury Krajowej Andrzejem Kauczem. Holender
mial sie zalic Kauczowi, ze "z ustawa (o grach losowych - red.) nic sie nie
dzieje, chociaz Jaskiernia dostal 10 mln dolarow". Jaskiernia stanowczo temu
zaprzeczal.

(INTERIA.PL/RMF/PAP)

http://fakty.interia.pl/kraj/news?inf=476803


       ---------------------------------------------------------
       Rutkowski: moje dowody jednoznacznie obciazaja Jaskiernie
       ---------------------------------------------------------

IAR 16:00
Wtorek, 2 marca 2004

W warszawskiej prokuraturze zakonczylo sie spotkanie detektywa Krzysztofa
Rutkowskiego z gdanskimi prokuratorami, prowadzacymi sledztwo w aferze,
dotyczacej automatow do gry, tak zwanych "jednorekich bandytow". Chodzi o
niezgodne z procedurami zmiany w ustawie o grach losowych, korzystne dla
wlascicieli automatow do gier o niskich wygranych.

Rutkowski zeznawal jako swiadek prawie 5 godzin. Po przesluchaniu oswiadczyl,
ze materialy, ktore dostarczyl prokuraturze, - jak to ujal - jednoznacznie
uzasadniaja podejrzenie, ze posel SLD Jerzy Jaskiernia wraz z osobami z nim
wspoldzialajacymi mogl wziac lapowke i odniesc korzysci osobiste przy pracach
nad ustawa o grach losowych.

Sam Jerzy Jaskiernia rowniez pojawil sie w prokuraturze. Przyszedl o 14, ale
oswiadczyl dziennikarzom, ze jego wizyta nie ma zadnego zwiazku z afera
"jednorekiego bandyty". Nie chcial odpowiedziec na zadne pytania
dziennikarzy. Wedlug obserwatorow, Rutkowski i Jaskiernia nie spotkali sie w
prokuraturze.

Posel Rutkowski oswiadzcyl po przesluchaniu, ze nie moze ujawnic, co jest na
kasetach video i nosnikach elektronicznych, ktore dostarczyl prokuratorom, bo
dowody te sa objete klauzula tajnosci. Dodal, ze jednoznacznie obciazaja one
Jaskiernie i osoby, ktore z nim wspoldzialaly. Rutkowski podkreslil, ze
dostarczone przez niego dowody sa wystarczajace, by wznowic sledztwo, ktore
mialo wyjasnic, czy Jerzy Jaskiernia przyjal lapowke. (ck)


             --------------------------------------
             Jaskiernia: Bylem w posiadlosci Skorki
             --------------------------------------

PAP, mat /2004-03-03

Szef swietokrzyskiego SLD Jerzy Jaskiernia przyznal w srode w Radiu Zet, ze
byl w hiszpanskiej posiadlosci nalezacej do biznesmena dzialajacego na rynku
gier hazardowych Macieja Skorki.

Dodal jednak, ze byl tam w innym terminie, niz podaje detektyw i posel FKP
Krzysztof Rutkowski.

W niedziele Rutkowski oswiadczyl, ze Jaskiernia czerpal "korzysci osobiste,
takie jak sponsorowane przez Skorke pobyty posla i jego zony w hotelu
nalezacym do wspolnika Skorki na terenie Walencji", pod koniec lata 2002
roku. We wtorek przekazal prokuraturze materialy, ktore - wedlug niego -
jednoznacznie okreslaja podejrzenie, ze Jaskiernia i osoby z nim
wspoldzialajace mogly przyjac korzysc materialna lub osobista zwiazana z
uchwalaniem ustawy o grach losowych.

Na pytanie Radia Zet, czy kiedykolwiek byl w hiszpanskiej posiadlosci Skorki,
w Gaudii, Jaskiernia odparl: "Tak, bylem, odwiedzalem go; przeciez jest to
osoba, ktora bardzo dobrze znam. Spedzilem tam kilka godzin". Dodal, ze
Skorka zapraszal go na dluzej. "W tym zaproszeniu nie widzialem nic
podejrzanego" - zaznaczyl.

Dodal, ze w tej hiszpanskiej miejscowosci byl w innym okresie, niz ten, o
ktorym mowi Rutkowski. "Sprawdzalem w kalendarzu, nie bylem tam wtedy, kiedy
twierdzi pan Rutkowski. Bylem natomiast w Madrycie" - tlumaczyl Jaskiernia.
Zaznaczyl, ze w czasie, kiedy on odwiedzal Skorke, nie bylo tam innych
politykow.

Zapytany o swoja wtorkowa wizyte w prokuraturze w Warszawie, posel SLD
wyjasnil, ze byl tam umowiony juz kilka tygodni wczesniej, a nalozenie sie
jego wizyty z pobytem Rutkowskiego w prokuraturze to zbieg okolicznosci.
"Absolutnie nie przyszedlem w sprawie ustawy o grach losowych" - podkreslil.

Na pytanie, czy wystapi na droge sadowa przeciwko Rutkowskiemu, Jaskiernia
odpowiedzial, ze rozwazy wszystkie kroki.

Jaskiernia odniosl sie rowniez do rozmow prowadzonych w Sejmie przez jego
klub z Federacyjnym Klubem Parlamentarnym Romana Jagielinskiego w sprawie
poparcia planu Hausnera.

Na pytanie, czy nalezy dojsc do ugody w tej sprawie nawet za cene przekazania
Jagielinskiemu fotela wicemarszalka Sejmu, Jaskiernia odparl: "A dlaczego
nie? To znany polityk, swego czasu wicepremier, minister, dlaczego nie moglby
byc wicemarszalkiem".

Gdanska prokuratura, ktora zapoznala sie z materialami przekazanymi przez
posla Krzysztofa Rutkowskiego (FKP) w zwiazku ze sprawa ustawy o grach
losowych, uznala, ze sa tam nowe informacje. Nie przesadza jednak o podjeciu
na nowo postepowania w sprawie rzekomego wziecia lapowki przez posla Jerzego
Jaskiernie (SLD).

"Informacje posla Rutkowskiego zawieraja nowe rzeczy, ale tez takie, ktore sa
nam znane" - powiedzial w srode PAP szef gdanskiej Prokuratury Okregowej,
Jozef Fedosiuk.

Nie wiadomo, jak dlugo potrwa weryfikacja nowych i tajnych - jak podaje
prokuratura - informacji. Jak dowiedziala sie nieoficjalnie PAP ze zrodel w
wymiarze sprawiedliwosci, posel Rutkowski w przekazanych materialach wskazuje
informatora, na doniesieniach ktorego opiera swoje wypowiedzi.

Prokurator Fedosiuk pytany, czy decyzja o podjeciu na nowo umorzonego
postepowania w sprawie rzekomego wziecia lapowki przez Jaskiernie moze zapasc
w ciagu kilku tygodni, powiedzial, ze trudno okreslic jakikolwiek termin i
mowic o tym, czy taka decyzja w ogole zapadnie.

==========================================================================
==========================================================================